niedziela, 19 kwietnia 2015

Rozdział 4.

Przez pół dnia podziwiałyśmy zabytki stolicy Niemiec. Architektura, sztuka. Wszystko tutaj zachwycało. Oddałam się temu całkowicie i stwierdziłam, że to mogłoby być miejsce, w którym zamieszkam. Dopiero około 14 zaczęłyśmy się rozglądać za jakimś miejscem, w którym mogłybyśmy zjeść obiad.
- Zerkniemy tutaj? - Zapytała Ola, kiedy mijałyśmy jakąś większą restaurację,
- Oby było coś wolnego. - Uśmiechnęłam się i skręciłam w stronę wejścia.
Lokal okazał się bardzo przyjemnym miejscem. Kolorystyka była utrzymana w biało - niebieskiej tonacji. Do tego ciemne stoliki, ładne dodatki. Znalazłyśmy na szczęście wolny stolik, co o tej porze graniczyło niemal z trudem. Sprawdziłyśmy już kilka innych restauracji, ale w każdej był full.
Kiedy usiadłyśmy, od razu podeszła do nas kelnerka i podała nam menu, które od razu otworzyłyśmy.
- Życzą sobie Panie coś do picia? - Zapytała po niemiecku.
- Ja poproszę wodę gazowaną. - Odparłam od razu płynnie. Nauka języka nie poszła w las. - Ola?
- To samo. - Uśmiechnęła się do dziewczyny, która skinęła głową i skierowała szybko w stronę kuchni.
- Jestem strasznie głodna. - Pożaliłam się oglądając serwowane dania. - I nie wiem co wybrać.
- Ja też nie wiem - Mruknęła blondynka. Nagle niespodziewanie się ożywiła. - Zobacz jakie mają ryby!
Odwróciłam od razu kartę na odpowiednią stronę. Ola pamiętała, jak bardzo uwielbiałam morskie przekąski, zwłaszcza pod postacią ryb. Przeglądnęłam powoli każdą pozycję i zdecydowałam się na jedną. Akurat w tym momencie podeszła do nas ponownie kelnerka. Postawiła przed każdą z nas dużą szklankę, tacę włożyła pod pachę, a z kieszeni wyciągnęła mały notesik.
- Czy mogę przyjąć już zamówienia?
- Ja poproszę kurczaka z warzywami w sosie śmietanowym, do tego lampka wytrawnego, czerwonego wina.
- Jakieś konkretne? - Zapytała spisując nazwę na kartce. Ola pokręciła głową, toteż brunetka zwróciła się do mnie. - A dla Pani?
- Dorsza zapiekanego w marchewce, oraz frytki. Do picia to co koleżanka. - Oparłam się wygodnie.
Dziewczyna podziękowała i oddaliła się. Sięgnęłam od razu po szklankę i wypiłam na raz połowę. Strasznie chciało mi się pić po tym chodzeniu.
- I co wczoraj było z Fabianem? - Odezwała się nagle Ola.
- Ale co miało być?
- No ja się pytam co. Jak wychodził to był strasznie zdenerwowany, a kiedy wróciliście oboje jakby Was ktoś zaczarował. - Pochyliła się w moją stronę. - A obie wiemy, jakie macie charakterki. To nie pija od pstryknięcia palcami. - Mówiła gestykulując.
- Olka przesadzasz. - Uniosła brew i popatrzyła na mnie sceptycznie. - Czasem się zdarza, że mija...
- Jasne, emocje się nie rozpływają od tak!
- Czasem im coś pomaga. - Zaśmiałam się na samo wspomnienie.
- Chyba tylko seks. - Mruknęła pod nosem, a ja popatrzyłam na nią uważnie. Miałam wrażenie, że coś wie. Pech chciał, że zauważyła moją konsternację. - Tylko mi nie mów, że...
- No, że co? - Westchnęłam. Wkopałam się teraz.
- Że to zrobiliście. - Patrzyła na mnie szeroko otwartymi oczyma. Chyba nie podejrzewała mnie o takie zachowanie.
- Pytasz, czy przeżyłam wczoraj szybki numerek z Fabianem Drzyzgą, rozgrywającym Asseco Resovi Rzeszów? - Kiwnęła niechętnie głową. - Tak.
- Nie wierzę... - Wyglądała, jakby ktoś wylał jej na głowę wiadro zimnej wody.
- No to Ola uwierz. Ja tego potrzebowałam, on tego potrzebował. Było minęło. Tyle. - Czułam się odrobinę lepiej wiedząc, że nie wszystko muszę przed nią ukrywać.
Jednak moja wypowiedz wstrząsnęła blondynką. No cóż, musi przywyknąć do nowej Izy.
Na posiłek czekałyśmy w ciszy. Po kilku minutach zjawiła się kelnerka z naszymi zamówieniami, które z wielką ochotą zaczęłyśmy pałaszować.

- To było pyszne. - Poklepałam się po brzuchu wychodząc z restauracji.
- Przyznaję. - Zaśmiała się blondynka i zerknęła na zegarek. - Musimy złapać jakąś taksówkę.
- Tam jakieś stoją. - Wskazałam na przeciwległą stronę jezdni.
- To chodź. - Pociągnęła mnie szybko.
Po chwili siedziałyśmy już w samochodzie i szybko mknęłyśmy w stronę Berlińskiej hali. Na szczęście tak daleko do niej nie miałyśmy.
Mecz rozpoczął się kilka minut po 17. Oczywiście jak wszyscy Polscy kibice dopingowałyśmy Berliński zespół. Do Zeniut zastrzeżeń nie miałam, w końcu grało tam takie ciacho jak Andreson, ale dla któregoś z naszych zespołów na pewno lepiej byłoby, gdyby w jutrzejszym finale zagrali właśnie z Berlinem.
Mniej więcej w połowie spotkania spostrzegłam, że pojawili się gracze Asseco. Szturchnęłam Olę, która spojrzała na mnie zaskoczona. Wskazałam jej głową odpowiednie miejsce. Od razu nachyliła się w moją stronę.
- Idziemy do nich? - Zapytała głośno. Szum w hali bardzo przeszkadzał w komunikacji.
- A wpuszczą nas? - Odkrzyknęłam.
- Zobaczymy.
Podniosłyśmy się więc i powoli przepchałyśmy się do schodów. Zbiegłyśmy po kilku stopniach i stanęłyśmy przy bandzie. Pierwszy zauważył nas kapitan pasiaków, Alek Achrem. Patrzył na mnie pełnym zdziwienia wzrokiem, a ja uśmiechnęłam się do niego szeroko. Od kiedy zaczął grę w Asseco spędzałam z nim dużo czasu. Był świetnym facetem i fajnie mi się z nim zawsze dogadywało. Miał podejście do dzieci, a dzieckiem byłam, kiedy go pierwszy raz spotkałam.
- Izunia no nie wierzę! - Przytulił mnie od razu po podejściu. - Miło Cię widzieć!
- Ciebie też Alek. - Odwzajemniłam uścisk.
- Cześć Alek. - Przywitała się Ola i przybiła mu piątkę. - Załatwisz nam wejście? - Popatrzyła na niego wielkimi oczkami.
- Niestety nie da rady. - Skrzywił się patrząc na ochronę. - Nikomu nie pozwalają wprowadzić znajomych. Iwonka też nie weszła.
- Szkoda. - Odezwała się. - A zawołasz chociaż Piotrka?
- Pewnie. - Odparł i przywołał do siebie Pita.
- Co jest? - Zapytał środkowy wychodząc zza zakrętu. Najwyraźniej nas nie widział.
- Ktoś do Ciebie. - Poklepał go po ramieniu i wskazał na nas.
- OLA! - Zawołał ucieszony siatkarz i od razu znalazł się przy barierce.
Wyglądali z blondynką jakby się z miesiąc nie widzieli. Nigdy nie zrozumiem miłości.

Mecz Asseco i Skry zakończył się dość późno. Kiedy w końcu kibice zaczęli opuszczać halę, a siatkarze udali się do szatni postanowiłyśmy spróbować dostać się do odpowiednich pomieszczeń. Przepchnęłyśmy się z Olą niezauważone obok ochrony i poszłyśmy szerokim korytarzem w stronę odpowiednich drzwi. Dobiegały zza nich krzyki i śmiechy. Nie dziwiłam się, Resovia cieszyła się z wygranej. Pierwszy raz zaszli w Lidze Mistrzów tak daleko. Do tego pokonali Skrę, do drugi powód do dumy.
Starałam się panować nad emocjami i nie okazywałam zbytniej radości. Co innego Ola, gadała jak nakręcona o świetnej grze, szczególnie Pita. Akurat, kiedy dochodziłyśmy do drzwi zaczęli wychodzić z nich zawodnicy. Zauważyłam w tłumie tatę. Widziałam jednak, że nie ma czasu, żeby ze mną gadać. Posłał mi tylko wielki uśmiech i podążył za resztą sztabu.
Ola pobiegła od razu do narzeczonego i rzuciła mu się na szyję. Ja czekałam na nią spokojnie i gratulowałam po drodze siatkarzom. W pewnym momencie zmaterializował się przede mną rozgrywający.
- Chciałeś pogadać. - Odezwałam się pierwsza i zadarłam głowę wyżej, aby spojrzeć mu w twarz.
- Dziś nie dam rady. Musimy omówić taktykę, a później muszę wypocząć. - Pokiwałam głową słuchając jego słów. - Może jutro się uda, okej?
- Jasne. - Mruknęłam cicho.
- Nie bądź zła.
- Nie jestem.
- Przecież widzę. - Pochylił się niżej i popatrzył mi głęboko w oczy. - Znam Cię.
- Nie schlebiaj sobie Drzyzga. - Odepchnęłam go lekko i zamierzałam odejść. - Wcale nie musimy rozmawiać.
- Owszem, musimy. - Przytrzymał mnie za ramię. - Do jutra mała.
- Nie jestem mała. - Odparłam naburmuszona.
Rozgrywający zaśmiał się tylko i pokręcił głową.
- Pa. - Dał mi szybkiego całusa w policzek i podążył korytarzem za resztą.
- Co to miało być? - Zapytała Ola stając obok. - I o czym macie pogadać?
- Nie mam pojęcia. - Odpowiedziałam zgodnie z prawdą i odprowadziłam siatkarza wzrokiem. Nigdy go nie zrozumiem.

...

Tyle na dziś :) Wiem, że krótko :/
Jak myślicie o czym Fabio chce pogadać z Izą? Jakieś propozycje?
Kolejny za kilka dni, ale nie obiecam Wam dokładnie kiedy :)
Komentujcie <3
Pozdrawiam ;*

~ DarkFace

środa, 15 kwietnia 2015

Rozdział 3.

Na wstępie bardzo przepraszam, dopiero teraz zauważyłam, że opcja komentowania dla anonimowych osób była zablokowana. Na szczęście jest już możliwa, więc liczę na komentarze :D

...

- Czemu nikomu nie powiedziałaś, że wróciłaś? - Spytał Fabian, kiedy siedzieliśmy kilka minut później na moim łóżku.
- Po co? - Oparłam się o ścianę i nakryłam leżącym obok kocem.
- Jak to po co. Iza do cholery, myślisz że nikt się nie martwił , kiedy od tak odcięłaś się półtorej roku temu?! - Wstał i zaczął nerwowo chodzić po pokoju.
Miał rację, poznanie Ivo bardzo mnie zmieniło. Zerwałam kontakt z wszystkimi. Zmieniłam numer telefonu, przeprowadziłam się w inne miejsce. Przyjaciele próbowali mnie znaleźć, przyjechali nawet kilka razy do Krakowa. Unikałam ich wtedy, ale wiedziałam że nie odpuszczą od tak. Dlatego wróciłam do Rzeszowa. Nie spodziewali się mnie w domu.
- No? - Wyrwał mnie z zamyślenia.
- Musiałam. - Odparłam cicho i spuściłam wzrok.
- Ta jasne, MUSIAŁAŚ. My już w ogóle Cię nie interesowaliśmy, co? Tylko Ty się liczyłaś?! - Przy ostatnim zdaniu uniósł głos i uderzył pięścią w ścianę. - Zostawiłaś mnie tutaj samego, miałaś gdzieś moje uczucia!
- Byłeś z Moniką, więc nie samego. - Popatrzyłam na niego i zacisnęłam na kocu pięści.
- Doskonale wiesz, że nie o to mi chodzi. - Usiadł obok i położył dłoń na moim przykrytym kolanie. - Przyjaźniliśmy się Iza, byłaś dla mnie ważna. I dalej jesteś.
- Każdą przyjaciółkę przelatujesz na wstępie? - Zignorowałam to co powiedział i posłałam mu krzywy uśmiech.
- Wiem, nie powinienem. Przepraszam. - Mruknął i przeciągnął się ziewając głośno. - W każdym razie było miło. Jakbyś chciała powtórzyć... - Nie dokończył, gdyż uderzyłam go mocno w ramię. Krzyknął chwytając się za obolałe miejsce.- Ej! No przecież żartowałem!
- To lepiej nie żartuj, Drzyzga. - Prychnęłam ze złością.
- Podobało Ci się. - Klęknął na łóżku i pochylił się nade mną. Uśmiechnął się triumfująco widząc moją wkurzoną minę. - Może jednak druga rundka?
- W Twoich snach Fabianku. - Odepchnęłam go szybko i wstałam. Rozgrywający zaśmiał się tylko pod nosem.
Nie odzywając się do niego ani jednym słowem skierowałam się do łazienki. Szybki prysznic i z powrotem ubrałam sukienkę. Poprawiłam jeszcze włosy, na usta naniosłam balsam i wróciłam do pokoju. Od razu założyłam szpilki i zarzuciłam torbę na ramię.
- Chodź, idziemy. - Zwróciłam się w końcu do siatkarza, który uważnie przyglądał się moim poczynaniom.
- Gdzie?
- No do Olki, Piotrka i całej reszty. Nie mam zamiaru siedzieć tutaj z Tobą cały dzień.
- Auć zabolało! - Chwycił się za serce i zrobił smutną minkę. - Zrobiłaś się wredna.
- Zawsze byłam. - Posłałam mu oczko i ściągnęłam z wieszaka marynarkę.
Chłopak zwlókł się z łóżka, zebrał do końca swoje rzeczy i podszedł do mnie powoli.
- Wiesz gdzie mogą być? - Zapytałam wychodząc na korytarz.
- Podejrzewam.
Zaczekałam, aż opuści pokój, zamknęłam drzwi na klucz i ruszyłam wspólnie z nim do wyjścia.

Z siatkarzami nie spędziłam jednak zbyt dużo czasu. Oczywiście byłam wielką atrakcją. Igła wprost nie mógł uwierzyć, że nawet jemu nie powierzyłam tajemnicy związanej z  powrotem. Zjedliśmy wspólnie obiad i chłopcy udali się do swoich pokoi, aby odpocząć. O 18 mieli mieć trening siłowy na siłowni, a nie chciałyśmy z Olą przeszkadzać. Pożegnaliśmy się więc z nimi i zostałyśmy w hotelowej restauracji same.
- I co, pogadaliście? - Zapytała od razu, kiedy ostatni siatkarz opuścił pomieszczenie.
- Można tak to ująć. - Usadowiłam się wygodniej i upiłam łyk pysznego, czerwonego wina.
- Nie jest zły? Słyszałam, że trochę krzyczał...
- Był. - Westchnęłam, wiedziałam że taka rozmowa mnie czeka.
- Jakieś szczegóły?
- Nie są potrzebne. - Dziewczyna popatrzyła na mnie spod przymrużonych oczu i pokręciła głową. - No co?
- Zmieniłaś się. - Odparła i odstawiła pustą lampkę na stolik.
- Każdy się zmienia. - Dopiłam szybko moje wino i wstałam równo z Olą.
- Co dziś robimy? Dalej chcesz iść balować? - Zapytała, kiedy wyszłyśmy na zewnątrz.
- Nie, nie mam już ochoty. Nic mi się nie chce. - Przyznałam szczerze.
Faktycznie, jakoś siły mnie opuściły i nie miałam ochoty iść się już dziś bawić. Marzyłam tylko o cieplutkim łóżeczku i dobrym filmie.
- To co, hotel? - Uśmiechnęła się lekko, pasowało jej to. Nigdy nie lubiła pilnować na imprezach.
- Hotel. - Potwierdziłam.

Na miejscu przebrałam się od razu w rzeczy, w których spałam. Odwiesiłam sukienkę i zasiadłam przed laptopem. Sprawdziłam facebooka, poczytałam jakieś wiadomości. Ola zjawiła się kilka minut po 19. Postawiłam więc laptopa na stoliku przy łóżku i poszukałam wspólnie z nią jakiegoś fajnego filmu. Wybrałyśmy jeden z Shailene Woodley, znanej głównie z serii "Niezgodna". Film nosił tytuł "Biały ptak w zamieci".
Ułożyłyśmy się wygodnie na wielkim łóżku i zaczęłyśmy oglądać. Film bardzo mnie wciągnął, jednak po połowie poczułam jak oczy same mi się zamykają i nic więcej nie pamiętałam.

- Iza. - Przyjaciółka potrząsała moje ramię, więc otworzyłam lekko oczy.
- Co? - Burknęłam zasłaniając się przed światłem lampy.
- Idę do siebie, Piotrek przyszedł. - Posłała mi krzywy uśmiech.
- Dobra, która godzina? - Zmusiłam się, żeby usiąść.
- 21.03. Jak chcesz to śpij, dziś już nie przyjdę.
- Spoko, nie martw się. - Sięgnęłam po sok stojący obok łóżka i napiłam się. - Tylko go nie zmęcz za bardzo. - Uśmiechnęłam się szeroko.
- Pff, da radę. Luzik. - Zaśmiała się i podeszła do drzwi.
- Zgaś jeszcze  światło. - Położyłam się i przykryłam. Ola uczyniła to, o co ją prosiłam. - Dzięki.
- Dobranoc. - Wyszła i zatrzasnęła za sobą delikatnie drzwi.
Odwróciłam się na plecy i odetchnęłam. Musiałam przemyśleć dzisiejszy dzień. Zresztą, nie tylko dzisiejszy. Gdzieś w głębi duszy czułam, że to wszystko nie skończy się najlepiej. Powrót do "życia" nie szedł mi w sumie tak trudno i cieszyłam się z tego, chciałam znowu być taką dziewczyną, jaką byłam przed wypadkiem mamy. Niestety, to już chyba nie będzie możliwe. Zresztą kto wie? Życie pisze różne scenariusze.
Na pewno to co wydarzyło się z Fabianem nie mogło się dobrze skończyć. Okej, od początku nas do siebie ciągnęło, ale nigdy się nie posunęliśmy do czegoś więcej. A tu bum! Wracam i szybki numerek już za nami. Miał rację, podobało mi się to. Myślałam kiedyś często o tym, jakby to było, gdybyśmy spróbowali czegoś więcej. Ale stop. I dla niego i dla mnie to był zwykły seks. Mam większe zmartwienia na głowie.
Przekręciłam się na bok i zamknęłam oczy. Nie miałam ochoty zajmować się tym teraz, martwić się będę po powrocie do domu.
Chciałam szybko zasnąć, jednak przerwał mi dźwięk przychodzącego sms-a. Z jękiem wyciągnęłam spod poduszki moją X-perię i odblokowałam ekran. Numer miałam zapisany na karcie pamięci, jednak nie miałam pojęcia skąd on wziął mój. Wzruszyłam ramionami, pewnie ojciec mu dał. Odczytałam szybo treść.

Musimy jutro pogadać Iz. Po meczu, ok?
Słodkich snów maleńka ;*
F.

Zamrugałam próbując zrozumień treść. O co mu chodziło? Wzruszyłam jednak ramionami i wystukałam krótką odpowiedź. 

Jak chcesz. 
Papa. 

Odłożyłam telefon na szafkę i od razu zmorzył mnie sen.

Rano obudziłam się przed 8. W końcu się wyspałam! Ale nie mogłam się dziwić, prawie 11 godzin snu za mną. Wyskoczyłam radośnie z łóżka i potruchtałam po łazienki. Wzięłam orzeźwiający prysznic i po kilku minutach mogłam się ubrać. Wybrałam już coś wcześniej, więc od razu narzuciłam na siebie ubrania.


Zrobiłam też lekki makijaż, nie za dużo, bo potrzeby nie było. Rzęsy przejechałam z wprawą tuszem, a na powiece zrobiłam delikatną kreseczkę. Zostały już tylko włosy. Wybrałam coś prostszego i szybszego w wykonaniu. 


Zadowolona z efektu skierowałam się do pokoju Oli. Razem udałyśmy się na śniadanie. 
Mecz pomiędzy Berlin Recycling Volleys, a Zenitem Kazań miał się rozpocząć dopiero o 17, ale chciałyśmy zwiedzić chociaż trochę Berlin. Kilka godzin powinno wystarczyć.
Równo o 9 opuściłyśmy hotel i wsiadłyśmy do taksówki. 


...

Przepraszam, że tak długo nic nie pisałam, ale złapała mnie choroba i zupełnie nie miałam siły :/
Wena także nie dopisywała, więc rozdział trochę wymęczony, przejściowy i krótki... 
No ale oddaję go Waszej ocenie ;)
Pozdrawiam i do następnego ;*

Czytam + komentuję = MOTYWUJĘ

~ DarkFace

niedziela, 12 kwietnia 2015

Libster Award

Dziękuję za nominacje dziewczyny <3 
Dostałam nominację od:
Nowe życie...
Drugiej takiej okazji nie będzie, więc walcz!
Wypadek który odmienił całe życie

Nominacja od Libster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania, za "dobrze wykonaną robotę". Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość rozpowszechniania. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) i zadajesz im 11 pytań. 
Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.


Pytania od "Nowe życie..."

1. Twoje motto życiowe? 
"Żyć możesz tylko dla tego, za co mógłbyś umrzeć"
2. Wolisz pisać sam/sama bloga, czy z kimś?
Wolę sama ;)
3.Na ile oceniasz grę swojej ulubionej drużyny w tym sezonie?
Resovia zawsze gra na 100% <3
4. Ulubiony kolor?
Czarny
5. Z jakim siatkarzem chciałbyś/ałabyś spędzić dzień?
Po głębszym namyśle sądzę, że z Krzysztofem Ignaczakiem.
6. Czy łatwo się poddajesz?
Niestety tak :/
7. Ulubiony kolor?
(Nie żebyś coś ale to pytanie już było :D) czarny
8. Ulubiony klub zagraniczny?
Nie mam
9.Jaka była Twoja reakcja na wiadomość, że Antiga został trenerem polskich siatkarzy?
Wstyd się przyznać, ale przed wakacjami siatkówka mnie jeszcze nie interesowała...
10. Ulubiony piosenkarz/piosenkarka?
Eminem
11. Ulubiony siatkarz zagraniczny?
Niko Penchev :3

Pytania od "Drugiej takiej okazji nie będzie, więc walcz"

1. Twoje hobby oprócz siatkówki?
Jazda konna
2. Kiedy zaczęła się Twoja przygoda z siatkówką?
Podczas mistrzostw świata 2014
3. Masz jakieś autografy siatkarzy,siatkarek?
Niestety nie :/
4. Ulubiony film?
Trudno wybrać, ale chyba "Biały ptak w zamieci"
5. Jakiego gatunku muzyki lubisz najbardziej słuchać? 
Wszystko po trochu
6. Ulubiony klub siatkarski?
Asseco Resovia Rzeszów
7. Jaką wartość w życiu cenisz najbardziej? 
Szczerość
8. Twoja ulubiona bajka z dzieciństwa? 
Opowieści z Narnii
9. Co chciałbyś/chciałabyś robić za 10 lat?
Jeszcze o tym nie myślałam
10. Ulubiony siatkarz?
Asseco Resovia Rzeszów
11. Jaka była Twoja reakcja, gdy zostaliśmy Mistrzami Świata?
Byłam strasznie dumna i rozpierała mnie duma

Pytania od "Wypadek który odmienił całe życie"

1. Michał Winiarski czy Mariusz Wlazły?
Winiar
2. Ulubiony siatkarz polski?
Fabian Drzyzga
3. Ulubiony siatkarz zagraniczny?
Nikolay Penchev
4. Idol? 
Krzysiu Ignaczak
5. Dlaczego właśnie ten ktoś jest Twoim idolem?
Bo nie ma chyba lepszej osoby, niż on
6. Dlaczego siatkówka?
Bo miłość nie wybiera ;)
7. Od kiedy interesujesz się siatkówką? 
Od wakacji
8. Ulubiona muzyka?
Prawie każda?
9. Ulubiony piosenkarz/piosenkarka?
Eminem
10. Czy zgadzasz się z cytatem "Serce zawsze wygra"?
Tak
11. (do punktu 10) Jeśli nie to dlaczego? Jeśli tak to dlaczego?
Jeżeli walczymy i wkładamy w to całe serce, to nic nas nie będzie w stanie zatrzymać ;)

Blogi, które nominuje :


Niestety nie mam kogo nominować więcej, wszystkich już nominowałam na moim drugim blogu Pasja to nie wszystko

Pytania :
1. Ulubiony siatkarz polski?
2. Ulubiony klub?
3. jak myślisz kto zostanie Mistrzem Polski w tym roku?
4. Ulubiony siatkarz zagraniczny?
5. Od kiedy kochasz siatkówkę?
6. Ulubiony sport prócz siatkówki?
7. Ulubiona książka?
8. Co robisz w wolnym czasie?
9. Masz jakieś zwierzę? (Jak tak to jakie?)
10. Kim chcesz być w przyszłości?
11. Największe siatkarskie marzenie? 

Dziękuję raz jeszcze za nominację <3
Pozdrawiam ;*

Nie wiem też, kiedy pojawi się nowy rozdział, ponieważ jestem chora i pisanie coś mi nie idzie :/

~ DarkFace

środa, 8 kwietnia 2015

Prośba :)

Kochani chyba wiecie, jak bardzo motywują do pisania komentarze. Kto sam prowadzi bloga wie, jakie to ma znaczenie. 
Więc stąd moja prośba. Pozostawcie po sobie jakiś ślad ;)
Może to być jedno zdanie, może być dłuższa opinia. Krytykujcie, dostarczajcie jakichś nowych pomysłów, z niektórych warto czasem skorzystać. 
Podsumowując LICZĘ NA WAS ;*

Zapraszam także tych, którzy nie czytają mojego pierwszego bloga do lektury ;)
Głównym bohaterem jest Nikolay Penchev ;)
http://pasja-to-nie-wszystko.blogspot.com/

Miłego dnia ;)
Pozdrawiam

~ DarkFace

wtorek, 7 kwietnia 2015

Rozdział 2.

O 17.30 siedziałyśmy już w samolocie i czekałyśmy na start. Obie nie chciałyśmy wspominać o sytuacji, która miała miejsce chwilę przed wyjściem.
Kiedy w końcu samolot wystartował założyłam słuchawki i odpłynęłam w dobrze znamy mi świat muzyki. Miałam teraz dla siebie jakieś 4 godziny. Później może zacząć się piekło.
Chociaż piekło? Piekło czekało na mnie w domu i miało na imię Ivo.
Przyszedł kolejny raz. Nie odpuści. Doskonale o tym wiedziałam, mimo że nie przyznawałam się do tego sama przed sobą.
"Świetnie Iza, spieprzyłaś sobie życie. Gratulacje!"
Westchnęłam i zamknęłam oczy. Po chwili odpłynęłam w płytki sen, w którym prześladowała mnie twarz mężczyzny, który wiele w moim życiu zmienił.

Przed 22 byłyśmy już w Berlinie. Zmęczone podróżą załadowałyśmy się do taksówki i skierowały w stronę hotelu. Na szczęście mieszkałyśmy w innym, niż Resovia. Bardzo dobrze, nie miałam dziś już siły na konfrontację z ojcem i chłopakami.
Pierwszą czynnością, za którą się zabrałam po wejściu do pokoju, było rozpakowanie walizki. Starannie poukładałam ubrania w szafie, sukienki powiesiłam na wieszakach.
Miałyśmy z Olką dwa osobne pokoje, na szczęście jeden obok drugiego. Postanowiłam iść się odświeżyć. Zabrałam ubrania na przebranie i weszłam do przestronnej łazienki.
Napełniłam wannę, dodałam mojego ulubionego, malinowego płynu i zanurzyłam się w pachnącej cieczy. Gorąca woda podziałała kojąco na moje spięte, zmęczone ciało. Odetchnęłam i zamknęłam na chwilę oczy. Odepchnęłam od siebie ponure myśli i zrelaksowałam się w 100 procentach. Dopiero kiedy woda zaczęła stygnąć sięgnęłam po gąbkę i starannie wyszorowałam całe ciało.
Odrobinę pobudzona do życia narzuciłam na siebie wybrane wcześniej ubrania.


Spięłam włosy w luźnego warkocza, zmyłam makijaż i przemyłam twarz wodą. 
Zerknęłam na zegar. Było przed 24. Miałam już na dzień dzisiejszy dość. Jedyne o czym marzyłam to cieplutkie, miękkie łóżeczko. Akurat, kiedy szłam zgasić światło ktoś zapukał do mojego pokoju. Uniosłam brwi do góry i otworzyłam. Tak jak się spodziewałam, stała w nich Ola. Wpuściłam dziewczynę, a ta od razu usiadła na moim łóżku.
- Co jest? - Zajęłam miejsce obok niej. Wyglądała na zdenerwowaną.
- No bo ten typek mi nie daje spokoju. - Odparła w końcu i popatrzyła na mnie uważnie.
- W sensie Ivo? - Zapytałam zrezygnowana i westchnęłam. 
- Tak. Powiesz mi o co z nim chodzi?
- Poznałam go jakiś miesiąc po przyjeździe do Krakowa... 
- No i...? - Zmotywowała mnie przyjaciółka.
- No i trochę namieszał w moim życiu. - Mruknęłam niezadowolona z tematu.
- Byłaś z nim? - Ola założyła ręce na piersiach.
- W pewnym sensie tak. - Dziewczyna uniosła wyczekująco brwi. - Ola nie chce o tym gadać.
- Iza, przyjaźnimy się tak? - Pokiwałam głową. - Ufasz mi? - Powtórzyłam gest. - No to mów.
- Naprawdę nie mogę. - Odchyliłam głowę i oparłam ją o ścianę. - Kiedyś się dowiesz, obiecuje. 
- No dobra. - Uniosła ręce do góry na znak dezercji. - Niech Ci będzie. Ale pamiętaj. Nie odpuszczę.
Parsknęłam śmiechem i uderzyłam ją lekko w ramię. Wiedziałam, że nie żartuje. Zawsze dowiadywała się tego, czego chciała. 
- Co robimy jutro? - Miałyśmy w końcu prawie dwa dni dla siebie. Mecz miał się odbyć dopiero w sobotę o 20. 
- Obiecałam Piotrkowi, że wpadniemy na ich trening. - Powiedziała z uśmiechem.
- Ni... 
- Nawet nie zaczynaj. - Przerwała mi od razu. - Idziemy i koniec.
- Dobra. - Położyłam się na łóżku i popatrzyłam w sufit. - O której?
- Na 12.
- Okej. Jak wstanę... - Zerknęłam na nią z ukosa.
- Obudzę Cię. - Cmoknęła mnie w policzek i wstała. - Dobranoc Iz.
- Dobranoc. - Burknęłam w jej kierunku i nakryłam się kołdrą. - Zgaś proszę.
Dziewczyna posłała mi wesoły uśmiech i wykonała czynność. Pomieszczenie od razu zatonęło w ciemności, a ja odetchnęłam. Sięgnęłam jeszcze po ładujący się telefon i nastawiłam budzik na 9. W końcu zamknęłam oczy i od razu otuliły mnie skrzydła Morfeusza. 

Obudziłam się 5 minut przed alarmem, toteż wyłączyłam go i ociężale poszłam się odświeżyć. Po długim prysznicu umyłam włosy i stanęłam przed lustrem. 
Postanowiłam zrobić mocniejszy makijaż. Nałożyłam trochę podkładu, który dokładnie rozprowadziłam po twarzy. Następnie zrobiłam na powiekach delikatne kreski, a rzęsy przejechałam tuszem, mocno je pogrubiając i wydłużając. Efekt był zadowalający, toteż przejechałam lekko balsamem po ustach i ściągnęłam z włosów ręcznik.
Rozczesałam je dokładnie i podsuszyłam trochę. Zastanowiłam się chwilę i już wiedziałam co zrobić. Przyniosłam sobie krzesło, odszukałam czarną kokardkę i rozpoczęłam zabawę z włosami. Fryzura, którą chciałam zrobić nie była może trudna, ale wymagała wiele pracy.
Po godzinie ręce mi odpadały, ale uzyskałam planowany efekt.


Spryskałam fryzurę lakierem i uśmiechnęłam się do własnego odbicia. Na pewno kogoś dziś poderwę. Zadowolona pobiegłam do szafy i wyciągnęłam odpowiedni strój.


Odpowiedni może na trening nie był, ale mało mnie to obchodziło. Wieczorem zamierzałam zaszaleć, a do hotelu na pewno nie wrócimy.
Zakładałam właśnie kolczyki, kiedy drzwi do pokoju się otworzyły i wpadła do niego Ola.
- IZA WSTA... - Przystanęła widząc mnie gotową do wyjścia. - Nie śpisz już?
- Jak widać. - Uśmiechnęłam się lekko i podeszłam do łóżka, z którego podniosłam marynarkę.
- Chcesz tak iść? - Patrzyła ze zdziwieniem jak poprawiam się w lustrze.
- No tak, a co? To problem? - Podeszłam do niej i wypchnęłam ją z pokoju zabierając po drodze jeszcze torbę. Zamknęłam drzwi i ruszyłyśmy wspólnie na dół.
- Patrząc na to gdzie idziemy to tak... No ale jak chcesz. - Sama miała na sobie czarne rurki, niskie czarne trampki, obcisłą białą koszulę i szary sweterek.
- Wieczorem chcę iść do jakiegoś klubu. - Odparłam tylko kiedy wchodziłyśmy do hotelowej restauracji.
Dziewczyna nie skomentowała mojej wypowiedzi, jednak jej mina mówiła sama za siebie. Zadowolona na pewno nie była.
Wybrałyśmy coś lekkiego do jedzenia i skierowałyśmy się do wolnego stolika. Od razu zabrałam się za pochłanianie moich serowych tostów, oraz do popijania pysznej kawy. Był to nieodłączny element mojego dnia. Zaczynałam się chyba uzależniać. 
- Pośpiesz się, za 5 minut będzie taksówka! - Ola spanikowała patrząc na zegarek. 
Wywróciłam oczami i dopiłam resztki kawy. Pod względem punktualności nic się nie zmieniła, zawsze musiała być przed czasem.
Pozbierałyśmy szybko rzeczy i prawie biegiem ruszyłyśmy do wyjścia. Zamówiona taksówka akurat podjeżdżała, toteż wskoczyłyśmy do niej od razu. Ola wyjaśniła kierowcy po niemiecku, gdzie chcemy się udać, a ja zapięłam pasy. Przez okno oglądałam po drodze piękne miasto i myślałam o tym, co wydarzy się na miejscu.

Dokładnie o 11.58 weszłyśmy na wielką halę. Ola podeszła do recepcji, a ja stanęłam przed oszkloną ścianą. Trening właśnie się rozpoczynał, bo kilku zawodników już się rozciągało. Próbowałam odgadnąć kim byli, jednak znajdowałam się za daleko. Charakterystyczne biało - czerwone barwy upewniły mnie jednak, że to Asseco. W tym momencie podeszła do mnie przyjaciółka.
- Zaraz ktoś po nas przyjdzie. - Powiedziała cicho i popatrzyła w tym kierunku co ja.
- Kto? - Zapytałam twardo. Nie chciałam już mieć do czynienia z którymś z zawodników.
Ola rzuciła mi ukradkowe spojrzenie i nie odpowiedziała. Zacisnęłam tylko zęby. Po chwili usłyszałam znajomy głos.
- Witaj Oleńko, przepraszam że musiałaś czekać ale zupełnie zapomniałem, że Piotrek prosił abym Cię wpuścił. Widzę, że zabrałaś koleżankę. - Odwróciłam się powoli i zobaczyłam uśmiechniętego mężczyznę. Jego twarz diametralnie się zmieniła, kiedy zobaczył kim była ta "koleżanka". - Iza? - Zapytał nie wierząc kogo widzi.
- Cześć tato. - Odparłam zdenerwowana.
- Co Ty tutaj robisz? Jakim cudem? - Motał się w wypowiedzi. - Ola jak to zrobiłaś?! 
- Z nią trzeba twardo Panie Andrzeju. - Poklepała go po ramieniu i uśmiechnęła się lekko.
- Porozmawiamy później. - Rzucił w moim kierunku i gestem ręki nakazał nam podążać za sobą.
Po chwili znaleźliśmy się na trybunach. Mniej więcej w połowie ojciec pozwolił nam usiąść. Cieszyłam się, zawodnicy na pewno nie rozpoznają mnie z takiej odległości. Byłyśmy za daleko, poza tym trochę czasu minęło. Prawie dwa lata.
- Tylko nic im nie mów. - Zwróciłam się do ojca, kiedy zaczął schodzić do zawodników. Zerknął na mnie z bólem w oczach i pokiwał głową na znak zgody.
Dopiero kiedy byłam pewna, że mężczyzna mnie nie usłyszy, odwróciłam się do towarzyszki i popatrzyłam na nią z mordem w oczach.
- To musiał być on? - Wycedziłam przez zęby.
- Iza, to Twój tata... - Popatrzyła na mnie błagalnie. - Nie możesz go tak wiecznie traktować. On też cierpi.
Zmierzyłam ją wzrokiem, odwróciłam się przodem do boiska i założyłam ręce na piersiach. Trening akurat się zaczynał.

Kilka minut po 14 moja męka się zakończyła. Ojciec zebrał zawodników i pozwolił im iść się przebrać. Razem z Olą pozbierałyśmy rzeczy i ruszyłyśmy na górę.
- Chce się spotkać z Piotrkiem. Pójdziesz ze mną? - Zapytała, kiedy przechodziłyśmy obok schodów prowadzących do szatni.
Nie odezwałam się, tylko skręciłam w odpowiednim kierunku. Chyba nie miałam już nic do stracenia. Gorzej nie będzie.
Chwilę później czekałyśmy już pod pomieszczeniem. Ola stanęła zaraz obok wejścia, ja zaś usiadłam kawałek dalej na jednym z krzeseł. Zza zamkniętych drzwi dobiegała głośna muzyka, fałsz któregoś z zawodników i śmiech pozostałych. Zacisnęłam usta, w duchu zaś szeroko się uśmiechałam. Brakowało mi tego. Całej tej atmosfery. Jednak nie mogłam dać po sobie nic poznać.
Po kilku minutach drzwi się otworzyły i zaczęli z nich wychodzić zawodnicy. Pierwszy wybiegł Pit, który od razu zauważył swoją wybrankę. Uniósł ją ze śmiechem do góry i okręcił. Nie czekając dłużej, wpił się w jej usta, co wywołało tylko gwizdy innych.
- Człowieku, nie tak publicznie! - Zawołał zdegustowany Ignaczak.
Schowałam od razu twarz w cieniu, tak aby mnie nie rozpoznał. Mężczyzna podążył jednak za resztą klubu. Odetchnęłam i zobaczyłam jak przyjaciółka podchodzi po mnie wraz ze swoim chłopakiem. Wstałam więc i przygotowałam się na konfrontację z wielkoludem.
- Cześć Iza! - Przytulił mnie po przyjacielsku. - Dobrze Cię widzieć! Miło, że wpadłaś z Olcią. Mówiła, że nie bardzo na początku chciałaś, ale udało się! I dobrze, czas wrócić do żywych. Brakowało nam Cię tutaj. Wiesz jak Fabio na początku narzekał? Ale w końcu jesteś. Tylko nie ładnie, że tak długo zwlekałaś. Ja to bym na miejscu Oli skrócił Cię o głowę, ale okej. Wasza sprawa. - Paplał jak najęty, a ja poczułam zbierający nie wewnątrz gniew. Wiedział. - Krótko mówiąc, fajnie że jesteś. I nie rób tak więcej!
- Powiedziałaś mu. - Rzuciłam oskarżycielsko do Oli, a dziewczyna pobladła. - Prosiłam o tak dużo?!
Momentalnie się odsunęłam i wyminęłam wmurowanych w ziemię przyjaciół. Zmieniłam się. Byłam inną Izą. Nie tą, którą znali i lubili. Byłam twarda, zimna i wredna. Życie pokazało moje drugie oblicze. Szkoda tylko, że to gorsze.
Chciałam stamtąd uciec jak najszybciej. Szukając głośno butami skierowałam się do wyjścia. Kiedy mijałam drzwi od szatni te gwałtownie się otworzyły, a ja oberwałam nimi prosto w kolano. Syknęłam z bólu.
- Sorry. - Rzucił do mnie wychodzący z pomieszczenia siatkarz. Nie zaszczycił mnie nawet jednym spojrzeniem.
- Patrz jak chodzisz Drzyzga! - Warknęłam w jego kierunku.
Chłopak gwałtownie poderwał głowę rozpoznając mój głos. Szok w jego spojrzeniu był ogromny. Otworzył usta chcąc coś powiedzieć.
Jego widok wywołał we mnie jakieś uczucie, ale od razu to zdusiłam. Nie miałam ochoty na jakąkolwiek rozmowę, więc szybko pobiegłam schodami do góry zostawiając resztę za sobą. Dobiegł mnie jeszcze słaby szept Fabiana.
- Ola, wyjaśnij proszę.

Zaraz po wyjściu złapałam pierwszą lepszą taksówkę i pojechałam do hotelu. Byłam za bardzo zdenerwowana, żeby iść się teraz bawić. Poza tym było za wcześnie, pewnie kluby o tej godzinie są zamknięte.
W pokoju zdjęłam marynarkę i odwiesiłam ją do szafy. Torbę cisnęłam na stolik, a szpilki ustawiłam równo obok drzwi.
Nie wiedząc co robić opadłam na łóżko i uderzyłam w nie bezsilnie pięścią. Wszystko szło nie po mojej myśli. W niecałe dwa dni runęło to, co budowałam po powrocie do Rzeszowa. Pojawił się Ivo, spotkałam Olę, a na deser próba powrotu do siatkówki. Po co ja się w ogóle zgadzałam jechać do tego Berlina?! Trzeba było siedzieć na dupie w domu. Na pewno byłoby to lepsze dla mojej psychiki.
Leżałam chwilę bez ruchu i próbowałam się uspokoić. Niestety przerwało mi to głośne pukanie do drzwi. Chcąc nie chcąc musiałam wstać. To mogła być hotelowa obsługa.
Uchyliłam powoli drzwi i ku mojemu zdziwieniu zobaczyłam w nich rozgrywającego Resovii.
- Fabian? - Zapytałam zdziwiona. Jego się tutaj nie spodziewałam.
Nic nie odpowiedział, tylko wepchnął mnie do pokoju i zamknął drzwi na klucz. Uniosłam zdziwiona brwi i spojrzałam mu w oczy. Były pełne dziwnego blasku, jakby pożądania pomieszanego ze złością. Przycisnął mnie mocno do ściany i uniósł zwinnie do góry. Wiedziałam już do czego zmierza i nie miałam najmniejszej ochoty, żeby się przed tym bronić. Potrzebowałam tego, tak jak i on.
Siatkarz gwałtownie wpił się w moje usta i zaczął żarliwie całować. Ochoczo na to odpowiedziałam.
Od razu przeszłam do działania. Niewiele myśląc ściągnęłam jego koszulkę i rzuciłam w kąt. Chłopak nie pozostał dłużny. Jednym ruchem zerwał ze mnie sukienkę, a następnie pozbył się swoich dresów oraz bokserek.
Wargami zaczął pieścić moją szyję, a ja wplotłam dłonie w jego włosy.
Po chwili odchylił moje czarne stringi i gwałtownie we mnie wszedł. Zdusiłam w sobie krzyk wywołany lekkim bólem i wbiłam mu paznokcie w plecy. Ustami na nowo odszukałam jego warg.
Drzyzga nie był delikatny. Wchodził we mnie szybko do samego końca. Chodziło o czysty seks, który rozładuje nasze skumulowane emocje. Nie trwało to więc długo. Oboje byliśmy strasznie podnieceni i zaznaliśmy spełnienia w tym samym momencie. Złość zniknęła jak za dotykiem czarodziejskiej różdżki.
Fabian oderwał się ode mnie głośno sapiąc. Położył głowę na moim ramieniu i wyszedł ze mnie drżąc. Otworzyłam oczy i delikatnie się uśmiechnęłam. Seks lekarstwem na wszystko.
- Miło, że wróciłaś. - Mruknął stawiając mnie na ziemię. Od razu pociągnął spodnie i odszukał wzrokiem koszulkę.
- Też się cieszę. - Odparłam i podeszłam do leżącej na podłodze sukienki.

...

Przepraszam za tak długą przerwę :/

Tak, od razu zaczynamy ostro :D

Rozdział z dedykacją dla Patki <3
Wiem, nie wyrobiłam się XD

Czytam + komentuje = motywuje

Następny w najbliższych dniach ;)

Pozdrawiam ;*

~ DarkFace







poniedziałek, 30 marca 2015

Rozdział 1.

Siedząc w przedpokoju zastanawiałam się co zrobić. Byłam głupia. Myślałam, że kiedy ucieknę z Krakowa, on odpuści. Mogłam się spodziewać, że zacznie mnie szukać, a wracając do domu bardzo ułatwiłam sprawę.
Fakt, nie mówiłam mu nigdy, gdzie dokładnie mieszkam, ale wiedząc skąd jestem, oraz kogo jestem córką miał ułatwione zadanie. Wiele osób wiedziało, gdzie znaleźć dom Andrzeja Kowala, trenera dumy całego Rzeszowa.
Pytanie teraz, co zrobić? Nie mogę znowu uciekać. Ale zostać i być zdaną na łaskę Ivo? Co planował, po co wrócił?!
Oczekiwał, żebym robiła to, do czego mnie zmuszał tam? Miałabym się znowu stać bezwartościową osobą, bez imienia i nazwiska, przeznaczoną do jednego celu?
A gdyby ktoś się dowiedział? Co bym zrobiła, gdyby o moich czynach dowiedział się ojciec?
Wolałam nawet o tym nie myśleć.
Fakt, na początku chciałam go zranić, ale po takim czymś nie mogłabym mu więcej spojrzeć w oczy.
Na uczelnię nie miałam nawet zamiaru się wybrać. Jednak siedzenie w domu, też nie za bardzo przypadło mi do gustu, co miałabym zrobić gdyby Ivo wrócił?
Kiedy już się uspokoiłam, poprawiłam w lustrze makijaż i skierowałam się do samochodu.




Przez podwórko przebiegłam nie patrząc za siebie. Odpaliłam pojazd i piskiem ruszyłam w stronę centrum Rzeszowa.


Nie miałam zbytnio pomysłu gdzie się udać, toteż wybrałam kierunek, który znałam na pamięć. Na światłach skręciłam w prawo i po chwili wjeżdżałam już na podziemny parking galerii Rzeszów. Budynek nic się nie zmienił. Kiedyś było to miejsce często przeze mnie odwiedzane, jednak od powrotu unikałam go jak ognia. Istniało zbyt duże ryzyko, że spotkam tutaj kogoś znajomego.
Tego dnia jednak nie interesowało mnie to zbytnio. Chciałam znaleźć się wśród tłumu ludzi, zatopić się w nim i zapomnieć o porannym wydarzeniu.
Kroki od razu skierowałam do ulubionych sklepów. Najwyższy czas odświeżyć szafę.

Po kilku godzinach zbuntował się mój żołądek. No tak, nie zjadłam przecież śniadania. Wybrałam KFC, niezbyt zdrowe, ale bardzo smaczne. Zresztą rzadko jadałam poza domem, toteż dziś zdecydowanie mogę sobie na to pozwolić.
Rozglądnęłam się szybko. Zbyt dużo osób wokół nie było, więc mogłam ruszyć nie martwiąc się, że wpadnę zaraz na kogoś znajomego. 

Zamówiłam posiłek i usiadłam przy wolnym stoliku. Konsumowałam go powoli i rozglądałam się dookoła. Nagle moją uwagę przykuły dwie młode kobiety zmierzające w moją stronę. Zawzięcie o czymś dyskutowały, a ja w momencie pożałowałam, że wybrałam dziś akurat galerię.
- Planowałyśmy ten wyjazd już od dłuższego czasu. Kupiłam bilety! - Blondynka najwyraźniej była podirytowana.
- Zrozum mnie, nie pojadę tam teraz. - Brunetka najwyraźniej była czymś znudzona. - Co powiem Maćkowi?
- Że jedziesz na dawno planowany mecz? - Przystanęły kilka metrów ode mnie.
- Chyba, że jadę na mecz mojego byłego. Daj spokój! - Machnęła dłonią. - Zabierz kogoś innego, chętnych nie brakuje.
- Monika, chciałam jechać z Tobą. - Blondynka chyba odpuściła, jej głos brzmiał łagodniej.
- Wiem Oluś, ale zrozum mnie. Nie chce tam jechać. - Druga dziewczyna uśmiechnęła się lekko. - Muszę spadać, umówiłam się z Maciusiem. - Poruszyła znacząco brwiami.
- Dobra, oszczędź szczegółów. - Monika puściła jej oczko i odeszła. - Trzymaj się! - Krzyknęła za nią Ola.
Kiedy już myślałam, że mi się upiecze, blondynka zwróciła ku mnie głowę i zamarła. Przez jej twarz przemknęły chyba wszystkie emocje. Gniew, smutek, radość, niedowierzanie.
- Cholera. - Rzuciłam sama do siebie.
Podeszła do mnie powoli i sztywno usiadła naprzeciwko. Nerwowo przeczesałam włosy dłonią i westchnęłam czekając, aż dziewczyna się odezwie.
- Kiedy? - Zapytała szorstko.
- W zeszłym roku. - Odpowiedziałam powoli badając jej reakcję.
- Co?! - Kilka osób popatrzyło na nas dziwnie. Opanowała się i dodała znacznie ciszej.. - Chyba sobie żartujesz! Wróciłaś rok temu i nie dałaś nawet znaku życia?! 
- Nie, nie żartuję Ola. Drugi rok zaczęłam w Rzeszowie. - Łyknęłam trochę pepsi z kubeczka, aby zwilżyć gardło. 
- Ktoś wie?
- Nie i lepiej żeby tak zostało. - Powiedziałam dobitnie, co bardzo zdziwiło blondynkę.
- Iz, kiedyś tak nie było. - Uśmiechnęłam się na dźwięk zdrobnienia, które zawsze używała przyjaciółka. - Kochałaś siatkówkę.
- Wiesz dlaczego tak jest. 
- Iza mylisz się, ojciec Cię nie zostawił. Zrozum, on chce dla Ciebie jak najlepiej. - Jej głos brzmiał kojąco. Nie zamierzałam się jednak poddawać temu uczuciu. Zignorowałam go.
- A co to było? - Wskazałam dłonią miejsce, w którym przed chwilą stały dziewczyny.
- Z Moniką? - Zapytała wspominając sytuację sprzed kilku minut. Kiwnęłam głową. - No nie chce jechać na finał ligi mistrzów. - Westchnęła i oparła się na łokciach.
- Tyle wiem. Pytam dlaczego? I kim jest Maciek? - Miałam w głowię mętlik.
- Rozstała się niedawno z Fabianem. Maciek to jej nowy chłopak. - Moja twarz musiała wyrażać szok. - Oboje o tym zdecydowali. Monika kogoś poznała, a on cóż...
- Co cóż? - Zapytałam. Z Drzyzgą zaprzyjaźniłam się od razu, kiedy dołączył do klubu. Każdą wolną chwilę spędzaliśmy wspólnie. Niestety Monika zaczęła być o mnie zazdrosna. To także zdecydowało, że nie broniłam się przed wyjazdem z Rzeszowa. 
- Nieważne. - Zerknęła zegarek i wstała. - Zbieram się. Za trzy godziny muszę wyjechać.
- Okej. Nie ma sprawy. - Także wstałam.
- A Ty masz jakieś plany na weekend? - Od razu zwęszyłam podstęp. 
- No w sumie nie...
- No to jedziesz ze mną. - Zatarła uradowana ręce.
- Chyba żartujesz! Mowy nie ma.
- Nie masz nic do gadania. - Wiedziałam, że się nie wywinę. Dość złego już jej zrobiłam, mimo że w ogóle tego nie planowałam. Ale nie mogłam utrzymać z nią kontaktu. Za bardzo by mnie to bolało. - Jesteś samochodem? - Mruknęłam pod nosem na znak zgody. - Super to podwieź mnie do domu. Wezmę torbę i reszta czasu należy do Ciebie.
- Olka... - Odezwałam się zrezygnowana.
- Zasłużyłaś na to. - Zadecydowała twardo.
- Jesteś okropna. - Odezwałam się, kiedy dochodziłyśmy już do parkingu.
- Za to mnie kochasz. - Mrugnęła słodko i wsiadła do samochodu.
Pokręciłam tylko głową i podążyłam jej śladem.

Wiedziałam, że teraz może już być tylko lepiej. To właśnie jej zawsze wszystko mówiłam. Znała każdą moją tajemnicę, każdy sekret. Prócz tego najgorszego...
Jadąc do domu przyjaciółki zastanawiałam się jak zareaguje klub widząc mnie na meczu. W końcu od dłuższego czasu zapewniałam, że nienawidzę tego sportu. że nie chcę mieć z nim nic do czynienia. Poza tym nikt nie wiedział, że wróciłam.
Jedyny plus, to fakt, że chociaż na chwilę będę mogła zapomnieć o moim koszmarze, który nosił imię Ivo Provenzano. Może to był jednorazowy wybryk i więcej nie wróci? Łudziłam się, że tak będzie.

W głębi serca poczułam ciepło. To tak jakbym wracała z powrotem do życia. Życia, które zostawiłam z głupoty. Czas to zmienić.

- Widzę, że zmieniłaś styl. - Odezwała się Ola przeglądając moją szafę. Faktycznie sukienki, które w niej wisiały były bardzo odważne. Gdyby tylko wiedziała...
- Troszeczkę. - Kończyłam właśnie pakować walizkę. Dużo zabierać nie chciałam, w końcu już w poniedziałek mieliśmy być z powrotem. Zamierzałam właśnie zamknąć torbę, kiedy usłyszałam śmiech dziewczyny. Popatrzyłam na nią pytająco.
- A kosmetyki? - Zapytała dziewczyna.
Uderzyłam się otwartą dłonią w czoło.
- Idę spakować. - Uśmiechnęłam się i pobiegłam do łazienki.
Wrzucałam akurat tusz do kosmetyczki, kiedy usłyszałam dzwonek. W drzwiach pojawiła się Ola.
- Otworzę. - Mrugnęłam wdzięczna i wróciłam do przerwanej czynności.
Kierując się ponownie do pokoju usłyszałam śmiech przyjaciółki. Dopakowałam więc spokojnie rzeczy i przebrałam się w coś wygodnego, w końcu podróż trochę potrwa. Poprawiłam jeszcze włosy i byłam gotowa.


Z torbą udałam się na dół. Kiedy zobaczyłam, kto stoi jak gdyby nigdy, nic na środku mojego salonu przystanęłam. Walizka wypadła mi z dłoni i z hukiem uderzyła o podłogę.
- Wyjdź stąd. - Warknęłam w stronę mężczyzny.
Ola była wyraźnie zaszokowana moją reakcją. Nie dziwię się. Na początku Provenzano też wydał mi się idealny, bez skazy. Tak jakby od razu można było mu zaufać. Jakie to złudne.
- Oj królewno, mówiłem że to nie koniec. - Podszedł do mnie, a ja gwałtownie się odsunęłam.
- Powiedziałam. Wyjdź z mojego domu i daj mi spokój! - Krew buzowała w moich żyłach.
- Wrócimy do tego jeszcze. - Odwrócił się w kierunku blondynki. - Masz świetną koleżankę. Szkoda tylko, że taka z niej dziwka. - Po tych słowach opuścił pomieszczenie z uśmiechem na ustach.
Zerknęłam na Olę. Wyglądała na przerażoną.
- Co to miało być? - Wydusiła z siebie w końcu.
- Nawet nie pytaj. - Podniosłam w końcu rzeczy. - Idziesz?
W ciszy ruszyła za mną.


...

No to mamy jedynkę ;)

Jakieś pomysły co do przeszłości Izki? :D
Patka, Ty nie komentuj nawet :*

liczę na komentarze :)

Do następnego ;*

~ DarkFace

niedziela, 29 marca 2015

Prolog

Opamiętanie potrafi odmienić w naszym życiu wszystko. Czy mi udało się coś zmienić? Sama nie wiem. Wpadłam w problemy zbyt głęboko, żeby tak łatwo było się od tego teraz odciąć. Moja głupota i chęć wytknięcia ojcu błędów była na początku ogromnie zmotywowana. ZRANIŁ MNIE. Krzyk w mojej głowie pojawiał się za każdym razem, kiedy go widziałam. Chciałam odwdzięczyć tym samym. 
Co się wydarzyło? To proste. Siatkówka stała się dla niego całym światem. Kiedyś tak nie było. Na pierwszym miejscu zawsze byłam ja. A teraz? Olał mnie, zostawił samej sobie. I to w takim momencie.
Kiedy byłam małą dziewczynką zawsze mu towarzyszyłam. Zabierał mnie na swoje treningi, uczył wszystkiego od podstaw. Oddałam serce siatkówce tak samo jak on.
Miałam 9 lat, kiedy zatrudnił się w Rzeszowie. Moje życie kręciło się od wtedy między szkołą, nauką, która odbywała się ekspresowo i wizytami na hali. Mama nie miała nic przeciwko, uczyłam się świetnie, nigdy nic nie zawalałam. Toteż moje zainteresowanie siatkówką była bardzo mile widziane. Ojciec zawsze spokojnie tłumaczył mi to, czego nie wiedziałam, uczył jak prawidłowo grać. Widział mnie jako przyszłą mistrzynię, jednak to aż tak mnie nie pociągało. Życie było jeszcze wtedy wspaniałe, niczym w bajce. Niestety każda bajka kiedyś się kończy, prawda?

Wszystko zmieniło się 30 maja 2013 roku . W samochód, którym jechałam razem z mamą na halę uderzył jakiś pirat drogowy. Przeżyłam cudem. Chciałam pochwalić się ostatnim zdanym egzaminem maturalnym ,jednak nie było mi to dane. Wylądowałam w szpitalu nieprzytomna z zupełnie zmiażdżoną lewą dłonią. Skończyły się marzenia ojca o mojej karierze jako siatkarki. To chyba jedyny plus, nie chciałam w końcu grać zawodowo.

28 czerwca odbył się pogrzeb mamy, na który jakimś cudem dostałam przepustkę. W ten dzień dowiedziałam się też, że już nigdy rodzicielki nie zobaczę. Zginęła na miejscu, zresztą tak jak tamten kierowca. Leżałam nieprzytomna prawie tydzień, a później ojciec przekonywał mnie, że jest w innej sali i nie mogę się z nią spotkać.
Taka informacja zawaliła moje dotychczasowe życie. Nic już nie było takie samo. To właśnie po wypadku znienawidziłam siatkówkę do końca. Prawdę mówiąc, udawałam, że ją znienawidziłam.
Ojciec oddał się jej całkowicie. Moje wizyty na hali się skończyły, odcięłam się od tego świata.
Musiałam też zakończyć wszystkie relacje z poznanymi tam siatkarzami. Co było powodem?
Fakt, że ojciec wysłał mnie na studia do Krakowa. To bardzo mnie zabolało. Musiałam zostawić wszystkich znajomych, których przez te lata w Rzeszowie poznałam.
Drugi rok rozpoczęłam jednak na uniwersytecie Rzeszowskim na wydziale zarządzania. Nie było to do końca spowodowane chęcią powrotu, czy tęsknotą za ojcem. Musiałam się stamtąd wyrwać, uciec. Chciałam zapomnieć o każdej spędzonej tam chwili, każdym błędzie. A kilka ich niestety było.
Nikomu o powrocie nie chciałam powiedzieć. Ojciec też nie wyrywał się, aby poinformować, że jego córeczka wróciła do miasta. 
Unikanie wszystkich szło mi dobrze. Przez prawie rok nie spotkałam nikogo ze środowiska, które kiedyś tak bardzo kochałam. Kiedy tylko na horyzoncie pojawiała się sylwetka mężczyzny wzrostem przewyższającym 180 cm odwracałam się i uciekałam każdą możliwą drogą. Sama nawet nie wiedziałam dlaczego. Przecież tak bardzo mi tego brakowało. 

Potrząsnęłam głową próbując pozbyć się ponurych myśli. Zrezygnowana odwróciłam się na drugi bok i zwlokłam powoli z łóżka. W domu byłam sama, ojciec pojechał na Final 4 do Berlina, więc kilka dni mogłam spędzić w samotności.
Tego czwartkowego poranka pogoda nawet dopisywała. Przeciągając się zauważyłam  zegar i spanikowałam. Za 15 minut miałam autobus, a dopiero co wstałam!
- Cholera by to. - Mruknęłam pod nosem i pobiegłam do szafy. Wybrałam coś odpowiedniego do szkoły i ubrałam.


Szybki makijaż i po chwili mogłam wyjść z domu. Zamknęłam go i zbiegłam po schodach. Byłam już przy bramce, kiedy nagle z cienia drzew wyskoczyła dobrze mi znana postać. Stanęłam jak wryta.
Nie, to nie może być prawda. NIE, NIE, NIE! Błagam!
- Ivo. - Wyszeptałam ledwo łapiąc oddech. 
Mężczyzna podszedł do mnie powoli i  z  uśmiechem zmrużył oczy. Widziałam w nich ogromną satysfakcję, kiedy dotykał mojego policzka. 

- Myślałaś, że przede mną uciekniesz, "KSIĘŻNICZKO"? - Zaśmiał się głośno, a ja poczułam pod powiekami zbierające się łzy. Chwycił mnie mocno za szyję i warknął. - Nigdy się ode mnie nie uwolnisz. 
Drugą ręką wymierzył mi siarczysty policzek. To mnie otrzeźwiło. 
Odepchnęłam go mocno i jak najszybciej potrafiłam pobiegłam w stronę drzwi. Otworzyłam je drżącymi rękoma i zatrzasnęłam od razu blokując.
Zsunęłam się po ścianie i zalałam łzami. 
- Jeszcze się policzymy Izabello. - Usłyszałam krzyk dochodzący z podwórka. Provenzano wymówił moje imię powoli, akcentując każdą literę, a z mojej piersi wyrwał się głośny szloch. - Sądziłaś, że Cię nie znajdę?


...

Tudu! :D no to mamy prolog :D

Rozdziały będą się pojawiać, kiedy tylko będę miała czas i najdzie mnie wena :) Będę się starała, żeby były jak najdłuższe. 

Czytajcie, oceniajcie, komentujcie :)

Pozdrawiam i całuski ;*

~ DarkFace