poniedziałek, 8 czerwca 2015

Rozdział 8.

Po kilku minutach usłyszałam podjeżdżającego pod dom środkowego. Dryja był trochę zdziwiony moim niecodziennym telefonem. W sumie sama się sobie dziwiłam. To prawda, Ivo działa mi na nerwy jak nikt inny, ale cholera żeby od razu ładować się w kolejne głupstwo?
Tak, spotkanie z Dawidem nie można było nazwać inaczej. Była to czysta głupota, popełniałam ją z determinacją i co najgorsze, z pełną świadomością. Zamiast spróbować wszystko jakoś ogarnąć, poszukać pomocy, to wolałam zalać się w sztok i wymazać całe zdarzenie z pamięci. Jedynym minusem w tym wszystkim było to, że problem tak naprawdę nie zniknie, a wyrzuty sumienia, które będę miała po tej nocy zapewne rozsadzą moją głowę w jednej chwili.
Mogłam się do wszystkiego przyznać ojcu, albo chociaż do części. Mogłam spłacić ten cholerny dług i liczyć na to, że w końcu będę miała święty spokój. Zapewne byłoby to naiwne, bo znając mojego cholernego pecha Provenzano nigdy się ode mnie nie odczepi, ale mogłabym chociaż powiedzieć, że próbowałam, prawda?
- O nic nie pytaj. - Rzuciłam w stronę siatkarza i zatrzasnęłam za sobą drzwi.
- Nie mam zamiaru. - Zaśmiał się cicho. - Nie chcesz to nie mów.
- Przynajmniej na Ciebie można liczyć. - Odetchnęłam i przymknęłam oczy.
Moją głowę momentalnie zalały obrazy ze spotkania z Włochem. Szczególnie jeden fragment powtarzał się w kółko.
"-W takim razie witamy z powrotem. - Zaśmiał się i podszedł do drzwi. - I nie próbuj znowu uciekać, inaczej wszyscy poznają prawdziwą twarz Izabelli Kowal."
Nie mogłam wyrzucić z siebie tego cholernego uczucia bezsilności. Ten facet robił co chciał i co najgorsze nikt nie mógł go powstrzymać. Moje oczy napełniły się łzami i z trudem przełknęłam rosnącą w gardle gule. Musiałam być silna.
Zacisnęłam zęby i popatrzyłam w malującą się za oknem ciemność. Spróbowałam jakoś zagłuszyć pojawiające się wspomnienia. W związku z tym zaczęłam rozważać kolejną istotną rzecz. Dlaczego Dawid, a nie Fabian?
Powodów było w sumie kilka. Po pierwsze, Dawid chciał się po prostu dobrze bawić, nie zależało mu na niczym innym. Po drugie nie pytał o powód, a to było ważne. Ostatnią rzeczą był fakt, iż Drzyzga po prostu mnie znał. Jak nikt inny i bałam się, że bez problemu mógłby wszystko ze mnie wyciągnąć. Całą tą cholerną prawdę, do której nie byłam w stanie przyznać się nawet sama przed sobą, a co dopiero gdybym miała podzielić się nią z kimś, na kim kiedyś tak mi zależało.
Oparłam czoło o chłodną szybę i przyglądałam się tępo mijanym budynkom. Zdążyliśmy już wjechać do centrum i od klubu dzieliło nas tylko kilka przecznic. Był to ostatni moment, aby się wycofać. Ale Izabella Kowal nie tchórzy. Nigdy więcej. Nabrałam do płuc większą ilość powietrza i wypuściłam je ze świstem.
Dryja zaparkował na strzeżonym parkingu, jednak nie poruszył się. Wzrok miał utkwiony pośrodku kierownicy. Popatrzyłam na niego zaskoczona nie wiedząc za bardzo o co chodzi. Postanowiłam zaczekać jednak na jego reakcję.
- Dawid? - Zapytałam po kilku minutach. Zbytnio dłużył mi się czas. - Będziemy tutaj tak siedzieć, czy wchodzimy?
- Tak, idziemy. - Otrząsnął się i wysiadł.
Wyruszyła ramionami i poszłam w jego ślady. Jak widać nie tylko ja borykam się z jakimiś problemami.
Środkowy chwycił moją dłoń i splótł nasze palce. Nie protestowałam, tak było lepiej. Jeszcze dosadniej dam Fabianowi do zrozumienia, że nie ma czego u mnie szukać. Nie żebym oczekiwała czegoś od Dawida, znałam go trochę i wiedziałam jakie ma podejście. Ale sama także nie chciałam się w nic mieszać, prawda? Układ idealny. Przynajmniej na ten wieczór.
Mimo wszystko byłam lekko zdenerwowana. Na imprezie na pewno jest już ojciec, a powiedziałam mu przecież, że nigdzie się nie wybieram. Wiedziałam co sądzi o swoim zawodniku pod kątem prywatnym. Postanowiłam się tym jednak nie przejmować. Tyle już razy olewałam jego zdanie i to będzie tylko kolejny przypadek. Nic prostszego, przynajmniej w teorii.
Uniosłam wyżej głowę i weszłam pewnie do klubu. Od progu powitały mnie głośne dźwięki muzyki. Siatkarz pokazał wejściówkę do sektora VIPowskiego i bramkarz zaprowadził nas w odpowiednie miejsce. Czułam jak wraz z donośnym brzmieniem wydobywającym się z głośników ulatuje ze mnie całe napięcie.
Ściągnęłam z nosa okulary i wyrzuciłam je do torebki. Z lekkim zawahaniem podążyłam za Dawidem. Przeszłam pod zawieszoną kotarą i znalazłam się w ekskluzywnym pomieszczeniu. czarne ściany, czerwone kanapy, przydymione światło i wielki parkiet. Jak dla mnie miejsce idealne. Uśmiechnęłam się do środkowego, który odpowiedział mi tym samym.
- Idziemy się napić? - Zapytałam próbując przekrzyczeć muzykę.
- Nie mogę. - Odparł. - Jestem samochodem.
- No daj spokój. - Zaśmiałam się. - Chociaż jednego. - Zamrugałam zalotnie rzęsami.
- Ale TYLKO jednego. - Zaakcentował środkowy wyraz i pociągnął mnie w stronę baru.
Szczęśliwie dla mnie, nikt nie zarejestrował naszego przybycia. Większość zawodników siedziała w lożach wraz ze swoimi wybrankami, czy też towarzyszkami na dzisiejszy wieczór. Ojciec jak zawsze czas spędzał z resztą sztabu nieco na uboczu, w końcu lepiej aby trener nie widział, jak jego zawodnicy świętują popijając. Każdy miał jednak świadomość, że nie może przesadzić. ojciec bardzo tego nie lubił, poza tym kolejnego dnia po imprezie tym, którzy nie wyglądali zbyt dobrze fundował trening killera. Zakwasy na dwa dni murowane, a tego chłopcy woleli unikać.
Przemknęliśmy cicho w odpowiednim kierunku i usiedliśmy na wysokich krzesłach. Szybko zamówiłam dwa kieliszki i wypiliśmy z Dawidem za dobrą zabawę. Następnie chłopak zamówił sobie sok, a ja jakiegoś bliżej nie znanego drinka. Grunt to to, że mi smakował. A co w nim było, to już nie ważne.
Środkowy starał wyszukać jakiejś wolnej loży, jednak nie za dobrze mu to wyszło. W końcu zadecydowaliśmy się przyłączyć się do najbliższych Dawidowi kolegów. Tym samym wylądowałam w sektorze z Penchevem, Ivoviciem i jego partnerką, oraz Paulem Lotmanem, który siedział zadowolony i obejmował ramieniem żonę. Takie towarzystwo mogłam znieść, muszę przyznać, że było nawet miło. Śmiałam się słysząc, jak Lotman próbuje powiedzieć coś po polsku, a ledwo powstrzymujący śmiech Dawid co chwilę go poprawia. W naszym towarzystwie jedynie Niko opanował coś więcej niż podstawy i o dziwo dało się z chłopakiem normalnie pogadać. Wypiłam kilka drinków i poczułam jak w głowie zaczyna mi szumieć.
Był to odpowiedni moment do rozpoczęcia prawdziwej zabawy. Ścisnęłam delikatnie dłoń środkowego dając mu tym samym znak, że chcę potańczyć. Zrozumiał od razu i po chwili wirowaliśmy wśród reszty towarzystwa na parkiecie. Muzyka grała głośno, a ja wygłupiałam się z siatkarzem jak nigdy. Zawsze sądziłam, że jest inny, a tu proszę taka niespodzianka. No chyba, że wyczuł w jakim tak naprawdę jestem stanie i starał się zachować jak człowiek i nie dawać mi więcej powodów do niepokoju. Tak, czy siak, jego towarzystwo mi odpowiadało. Nie zwracałam uwagi na to, kto jest obok, więc lekko się zdziwiłam, kiedy ktoś pociągnął mnie za łokieć i odwrócił w swoją stronę. Bałam się kogo zobaczę. Odetchnęłam jednak widząc Piotrka i Olę. Chłopak uśmiechał się do mnie promiennie, czego nie można było powiedzieć o jego narzeczonej. Była wyraźnie niezadowolona widokiem mojego towarzysza. Zawsze mówiła, że pasujemy do siebie z Fabianem, dodatkowo świetnie wiedziałam, że Dryji po prostu nie trawiła. Nie wiem czym zawinił, ale było jak było.Zignorowałam ją jednak i pomachałam do Piotrka, który odpowiedział od razu tym samym.

Po kilku godzinach miałam dość i potrzebowałam przerwy. Ledwo stałam na nogach, stopy chciały mi odpaść, a do tego wytrzeźwiałam. Musiałam szybko przywrócić się do stanu poprzedniego. Pociągnęłam Dawida w stronę naszej loży i opadłam bez siły na kanapę. Chłopak zaśmiał się i zaserwował mi kolejnego drinka, którego wypiłam duszkiem. Zły pomysł, dawać dziewczynie drinka, kiedy jest spragniona. Ale co tam, raz się żyje. Poprosiłam o kolejnego i tym razem tylko zmoczyłam nim usta. Nie chciałam stracić przytomności, niezbyt dobrze by to wyglądało. Resztki godności lepiej było zachować. Siatkarz postawił obok mnie sok i nachylił się nade mną.
- Zaraz wracam! - Krzyknął.
- Gdzie idziesz?! - Także starałam się przekrzyczeć muzykę, ale niezbyt mi to wychodziło.
- Do łazienki. - Odparł i zniknął w tłumie.
Oparłam się wygodniej i wyciągnęłam nogi przed siebie. W klubie panowała teraz ciemność. Praktycznie wszystkie światła były zgaszone. Przy stoliku paliła się tylko jedna świeczka, która nieznacznie rozjaśniała mrok. Po chwili poczułam jak ktoś siada obok. Myśląc, że to środkowy oparłam o niego głowę. Jednak, gdy zaciągnęłam się powietrzem, zrozumiałam swoją pomyłkę, gdyż nie poczułam charakterystycznej woni jego perfum. Koło mnie siedział najlepszy siatkarz, jakiego znałam. Uśmiechnęłam się mimowolnie i położyłam głowę z powrotem na jego ramieniu.
- No i jak się bawisz? - Zapytał popijając piwo.
- Świetnie, Krzysiu. Świetnie. - Zaśmiałam się.
- No i tak ma młoda być. - Szturchnął mnie w bok. - Tańczysz jeszcze z takimi staruszkami jak ja, czy już nie bardzo?
- No wiesz.... Wolę uważać, jeszcze ktoś mnie oskarży o okaleczenie najlepszego libero w Polsce!
- Z tym libero to Ci się udało. - Parsknął pod nosem.
- Ja wiem, Ty komplementów potrzebujesz. - Pogłaskałam go po ramieniu.
- Ty się moja panno nie zapominaj, ja Cię wychowywałem!
- Nie wyszło jak widać.
- No wiesz! - Oburzył się. - To na pewno wina Andrzeja.
- Tak, tak. - Podniosłam się widząc jak do stolika podchodzi dobrze znana mi kobieta. - Cześć Iwonka!
- Cześć kochanie. - Przywitała mnie serdecznie. - Ignaczak , wychodzimy. - Zakomunikowała mężowi, który posłał jej niedowierzające spojrzenie. - Nie patrz tak na mnie! Masz dość! - Odwróciła się na pięcie i skierowała się w stronę wyjścia.
- Widzisz młoda, z Wami już tak jest. - Westchnął ciężko, dopił alkohol i ucałował mnie w policzek. - Do zobaczenia.
- Pa, pa. - Pomachałam mu ze śmiechem.
To było najlepsze małżeństwo, jakie znałam. Iwona przyjaźniła się kiedyś z moją mamą, a Krzysiek był dla mnie drugim ojcem. Zawsze uwielbiałam do nich jeździć, spędzać z nimi czas. Jeździłam na mecze reprezentacyjne, kibicowałam Igle. Nie ma co, to był mój numer 1. Autorytet, z którego chyba czas brać przykład.
Moje rozmyślania przerwało pojawienie się osoby, z którą w najmniejszym stopniu nie miałam ochoty rozmawiać.
- Z nim to już możesz sobie na imprezy przychodzić, tak? - Odezwał się pierwszy, a ja wyczułam w jego głosie, że jest już nieźle nawalony. Brawo Drzyzga!
- A co Cię to w ogóle obchodzi?
- No obchodzi! - Usiadł obok i chwycił mnie za ramię. - W czym on jest ode mnie kurwa lepszy?! No w czym?!
- Fabian, idź lepiej ochłoń. - Wyrwałam rękę z jego uścisku i odepchnęłam go od siebie.
- Nie mów mi co mam robić! - Wydarł się i chwycił mocno moją twarz. Widziałam w jego oczach pożądanie, które zawsze tak bardzo pragnęłam tam zobaczyć. Szkoda tylko, że dopiero teraz.
- Zostaw mnie. - Poprosiłam lekko wystraszona. Nie wiedziałam do czego będzie zdolny w takim stanie.
- Już mi to mówiłaś! - Prychnął i nachylił się nade mną jeszcze bardziej. - Ostatnio Ci się podobało.
- A teraz tego nie chcę! - Próbowałam się bezskutecznie uwolnić, to tylko go podkręcało. - Fabian, proszę.
- O co?! - Drwił ze mnie. - O co prosisz?!
- Daj mi spokój. - Wyszeptałam i zamknęłam oczy. Nie mogłam dłużej wytrzymać jego spojrzenia.
O dziwo, nagle jego uścisk nagle zniknął, a ja zachwiałam się lekko. Nie byłam na to przygotowana. Otworzyłam oczy i zarejestrowałam, jak ktoś odpycha rozgrywającego i podaje mi pomocną dłoń. Tym razem byłam pewna, ze to Dryja. Ciągnął mnie w stronę wyjścia. Napotkałam po drodze wrogie spojrzenie ojca, jednak odwróciłam wzrok udając, że go nie zauważyłam.
Nie protestowałam, kiedy środkowy wyprowadził mnie z klubu i wsadził do samochodu. Obszedł pojazd szybkim krokiem i zasiadł za kierownicą.
Dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, jak wiele emocji mam nagromadzonych w ciele. Z bezsilności po moim policzku potoczyła się jedna łza. Dawid otarł ją niepewnie i odgarnął moje włosy na ramię. Widziałam, że nie za bardzo wie, co zrobić dalej.
- Zawiozę Cię do domu. - Rzucił cicho i odpalił.
- Nie. - Odparłam od razu i wbiłam się głęboko w siedzenie.
- Nie? - Odwrócił się zaskoczony.
- Nie.
- Dobrze. Jedziemy do mnie. - Skinęłam głową i wlepiłam wzrok w jezdnię.

Po kilku minutach byliśmy już w mieszkaniu siatkarza. Było malutkie, ale bardzo przytulne. Chłopak zaprowadził mnie do salonu i skierował w stronę małego stolika.
- Napijesz się czegoś. - Zapytał.
- Zależy co masz.
- Sok, wodę, colę, mogę zrobić herbatę.
- A coś bardziej procentowego? - Popatrzyłam mu w oczy.
- Na dziś masz już dość. - Założył ręce na piersi i posłał mi twarde spojrzenie.
- Opiekuńczy się znalazł. - Prychnęłam. - Może być woda. Byle gazowana!
- Już się robi. - Uśmiechnął się i zniknął w kuchni.
Oglądałam zaciekawiona wnętrze. Szpilki zrzuciłam z obolałych stóp i powoli obeszłam salon Dawida. Myślałam, że będzie miał w domu inaczej. A tutaj było tak miło i przytulnie. Zupełnie mi to nie pasowało do jego charakteru. No ale co poradzić, życie jest pełne paradoksów, prawda? Na ścianach wisiały zdjęcia, jak mniemam jego rodziny. Na kilku prezentował się nawet osobiście. Wybuchałam śmiechem widząc jakie głupie miny robił szczerząc się do fotografa.
Po chwili na stole pojawiła się spora szklanka z dwiema kostkami lodu. Wzięłam ją do ręki i upiłam spory łyk. Skoro teraz chce mi się tak pić, to co będzie rano? Wolałam nawet o tym nie myśleć.
- Inspekcja skończona? - Zapytał ze śmiechem, kiedy usiadłam na fotelu.
- Chyba tak. - Mruknęłam opierając nogi o brzeg kanapy. - Nie pasuje mi to do Ciebie.
- A to, to znaczy? - Stał oparty o ścianę z założonymi rękoma i obserwował uważnie każdy mój ruch.
- No wszystko. - Zakręciłam rękoma wielkie koło, dając mu tym samym do zrozumienia, że chodzi mi o całe mieszkanie.
- Widzisz. Potrafię zaskakiwać. - Zaśmiał się i usiadł obok.
Włączył jakąś muzykę i przymknął oczy. Oboje zatraciliśmy się we własnych myślach. Zerknęłam na zegar, dochodziła już 3.
- Wiesz, że w razie czego zawsze możesz do mnie przyjść, prawda? - Zapytał poważnie, a mnie zatkało. Dawid interesujący się kimś, kto nie jest nim samym? Nowość.
- Dlaczego to mówisz? Przecież tak naprawdę wcale się nie znamy.
- Nikt mnie tak naprawdę nie zna. - Prychnął. - Zresztą widzę, że coś Cię gryzie. Inaczej byś do mnie nie zadzwoniła, prawda?
Wzruszyłsm ramionami i zaczęłam wpatrywać się w swoje kolana.
- Nie chce o tym gadać...
- Przyjdź jak będziesz chciała, to pomogę. Do niczego nie zmuszam.
Posłałam mu słaby uśmiech. Byłam wdzięczna za słowa otuchy, mimo że dobrze być nie mogło i doskonale o tym wiedziałam.
- Mogę iść się odświeżyć? - Zapytałam po kilku następnych minutach ciszy.
- Jasne. Wiesz gdzie jest łazienka.
Skinęłam głową i chwiejnym krokiem udałam się do odpowiedniego pomieszczenia. Było utrzymane w czerni, wszystko wyglądało strasznie nowocześnie. Podobało mi się. Zarzuciłam z siebie ubrania i wzięłam szybki prysznic. Poprawiłam włosy i wróciłam do salonu z lekkim uśmiechem na ustach. Wiedziałam czego chciałam, za cel obrałam uwiedzenie Dryji, a znając go trochę byłam pewna, że to nic trudnego.
Słysząc, ze wróciłam odwrócił się w moją stronę. Stał przy oknie i wpatrywał się w świat otulony ciemnością. Podeszłam do niego powoli i patrząc mu głęboko w oczy ściągnęłam z siebie sukienkę. Nie wiem, czy to przez alkohol, czy też nie, ale nie zamierzałam się ograniczać. Dla efektu przygryzłam jeszcze wargę i odrzuciłam włosy w tył. Siatkarz zachłysnął się powietrzem i zmierzył mnie wzrokiem. Stałam przed nim w samej bieliźnie i czekałam na jego ruch.
Nie trwało to długo i już po chwili poczułam jego dłonie na swojej talii. Uśmiechnięłam się zwycięsko, stanęłam na palcach i wpiłam się w jego wargi. Środkowy nie czekał dłużej, uniósł mnie do góry i skierował się zapewne do sypialni. Objęłam go więc nogami i zgubiłam po drodze stanik. Dryja kopniakiem otworzył drzwi i posadził mnie na łóżku, przed którym klęknął. Oderwał się ode mnie pierwszy i złapał oddech. Wpatrywałam się w niego zadowolona i czekałam na więcej.
Jednak chłopak zrobił coś, czego w ogóle się nie spodziewałam. Sięgnął po swoją koszulkę i naciągnął mi ją przez głowę. Następnie przeniósł mnie wyżej na łóżko, ucałował w czoło i przykrył.
- Co Ty robisz? - Zapytałam zdezorientowana.
- Dobranoc. - Uśmiechnął się jeszcze w progu, zgasił światło i zamknął drzwi.
- Ale Dawid... - Próbowałam go jeszcze zatrzymać.
Zdałam sobie po chwili sprawę, że i tak nic nie osiągnę. Rzuciłam się na poduszkę i prychnęłam pod nosem. Nie do końca rozumiałam co się właściwie stało. Ogarnęło mnie jednak zmęczenie i nie miałam siły się na tym zastanawiać. Zasnęłam w jednej chwili.

...

Takie inne :D
Ktoś się spodziewał? :P
Jak się podoba taki inny Dawidek? :D

Rozdział dedykuję Wince, która i tak go nie przeczyta, no ale... Rozwalisz tą sesję maleńka! ;*

CZYTAM+KOMENTUJĘ=MOTYWUJĘ

Nie zapominajcie o Niko i Wronie ;)

Całuję ;*

~DarkFace

czwartek, 4 czerwca 2015

Rozdział 7.

Zapraszam na mojego bloga o Wronie <3
http://just-love-nothing-else-matters.blogspot.com/

...

Następnego dnia obudził mnie deszcz miarowo uderzający w okno. Przewróciłam się na plecy i westchnęłam. Była 7, a zajęcia zaczynałam dopiero o 9. Przeciągnęłam się leniwie i rozważyłam szybko opcję ponownego snu. Była kusząca, jednak odrzuciłam ją. Wiedziałam, że byłoby to równoznaczne z opuszczeniem dzisiejszego dnia. Poczułam potrzebę napełnienia organizmu kofeiną, więc powoli zwlokłam się z łóżka.
Najpierw jednak odwiedziłam łazienkę i wskoczyłam pod gorący prysznic. Wiedziałam, że ojciec gdzieś rano pojechał, więc nie zamierzałam się przejmować ubiorem. Założyłam tylko czystą bieliznę i za dużą bluzę.


Leniwie człapiąc dotarłam do kuchni i od razu załączyłam wodę, aby zrobić sobie kawę. Stałam oparta o szafkę i tempo wpatrywałam się w okno. Lało jak cholera, nie lubiłam takiej pogody. 
Po chwili czajnik pstryknął, zalałam kubek wrzątkiem i mogłam napić się ulubionego napoju. Usiadłam ciężko na krześle i przetarłam oczy. Było zdecydowanie za wcześnie. Zarwałam połowę nocy, chcąc doczytać książkę i teraz przyszło mi za to odpokutować. Upiłam spory łyk i nawet nie przejmowałam się tym, że parzę sobie język. Przełknęłam i poczułam się odrobinę lepiej. W domu panowała cisza jak makiem zasiał, nic więc dziwnego, że podskoczyłam słysząc nagle czyjś głos.
- Lubisz zaczynać dzień od kawy? - Zapytał stojący za mną osobnik. - Może najpierw śniadanie, no chyba, że bardzo nie lubisz swojego żołądka. 
- Drzyga, kurwa! - Krzyknęłam rozlewając sobie na nogi połowę zawartości kubka. Syknęłam, kawa była gorąca.
- No co? - Udawał jakby nic się nie stało i z rozbrajającym uśmiechem usiadł naprzeciwko. 
Zjechałam go wzrokiem od góry do dołu i wstałam. Szybko zmyłam z nóg wrzątek i westchnięciem skomentowałam czerwone oparzenia, jakie na nich zostały. 
- Strachliwa jesteś. - Zaśmiał się widząc moje poczynania. 
- Wyjaśnisz mi co do cholery tutaj robisz? - Zapytałam wracając na miejsce.
- No siedzę, jak widzisz. - Założył ręce na piersi i przyglądał mi się rozbawiony.
- No i z czego się tak cieszysz? - Mruknęłam i pociągnęłam kolejny łyk.
- Zapomniałem już jak zabawna potrafisz być rano. Do tego ta cudowna fryzura...
- Jak Ci się coś nie podoba, to tam są drzwi. - Wskazałam w odpowiednim kierunku.
- Doskonale wiem gdzie są. - Mrugnął do mnie. - Wszedłem przez nie.
- A wytłumaczysz mi jak? - Podciągnęłam kolana pod brodę i oparłam brodę o kolana. 
- Twój tata mnie wpuścił.
- Ciekawe po co. - Prychnęłam. 
- Żebym Cię przekonał do dzisiejszej imprezy. - Posłałam mu zdziwione spojrzenie, więc kontynuował. - No klub organizuje kolejną imprezę po wicemistrzostwie Europy. A trener wie, że jeżeli ktoś Cię przekona, to tylko ja.
- Uważaj, bo Ci się uda. - Zaśmiałam się sarkastycznie i dopiłam kawę.
- Jak nie, to wyciągnę Cię siłą. - Powiedział całkiem poważnie. - A wątpię, żebyś chciała paradować po klubie w pidżamie. Lepiej ładnie się ubierz i o 21 jestem po Ciebie.
- Drzyzga, posłuchaj mnie uważnie. - Zdenerwowałam się. - To jest kurwa moje życie i nie wpierdalaj mi się w nie za przeproszeniem. - Wyglądał jakbym oblała go zimnym wiadrem wody. - Wróciłam i super. Poszłam z Wami na imprezę w Berlinie? Jeszcze lepiej! Ale teraz odpuść, nie mam ochoty na towarzystwo kogokolwiek z Was! Po prostu daj mi spokój! Dotarło?! - Wstałam i czym prędzej pobiegłam do swojego pokoju.
Miał tupet, nie ma co. Nie dość, że wchodzi jak do siebie, to jeszcze żąda, żebym od tak robiła to co chce? Niedoczekanie. 
Zerknęłam na zegar. Wskazywał on 7.50, a wiedziałam że dojazd na uczelnię zajmie mi przynajmniej 40 minut. Postanowiłam więc szybko się ubrać. Wybrałam odpowiedni strój i skierowałam się do łazienki.

Zrobiłam szybki makijaż i zeszłam do holu. Sprawdziłam jeszcze kuchnię, jednak była ona pusta. Bardzo dobrze, że sobie poszedł, nie potrzebowałam mieć na głowie jeszcze jego. Z szafy wyciągnęłam parasol i zamknęłam za sobą drzwi. Krzywiąc się dotarłam do samochodu i zasiadłam za kierownicą. Zanim załączyłam silnik, sprawdziłam jeszcze telefon. Zauważyłam na wyświetlaczu wiadomość i niechętnie kliknęłam w odpowiednią ikonkę. Moim oczom ukazało się tylko jedno słowo.

Dotarło.

Prychnęłam, zablokowałam urządzenie i odjechałam z piskiem opon.


Zajęcia skończyłam o 15 i jak zwykle pojechałam na małe zakupy. W sklepiku kupiłam odpowiednie produkty. Chciałam ugotować jakiś obiad, a chcąc nie chcąc musiałam uwzględnić w tym także nakarmienie ojca, oraz to, że szafki w domu świeciły pustkami.
Uwinęłam się więc w miarę szybko i wróciłam. Odstawiłam pojazd do garażu, a sama truchtem podbiegłam pod drzwi. Mimo, że wielkiej ulewy już nie było, nie chciałam moknąć. Jedną ręką z trudem poradziłam sobie z drzwiami. Zamknęłam je kopniakiem i zaniosłam zakupy do kuchni. Ojca jeszcze nie było i bardzo mnie to ucieszyło. Na pewno zapytałby mnie o poranną wizytę Fabianka, a rozmowa na jego temat mogłaby rozpocząć awanturę. Tatuś chyba mnie nie docenił.
Przebrałam się w szorty, oraz luźną bokserkę i od razu zabrałam się za przygotowanie kurczaka. Piersi pokroiłam w małe, kosteczki i wrzuciłam na gorący tłuszcz. Dodałam do niego sporą ilość przyprawy gyros i pozwoliłam mu się powoli smażyć.
Równocześnie zrobiłam także sałatkę z pomidorem, ogórkami i rzodkiewką. Zdrowo i orzeźwiająco, jednym słowem tak jak lubię.
Mięso było gotowe już po 20 minutach, toteż nałożyłam sobie sporą porcję i zasiadłam przy stole. Niezjedzenie śniadania było kiepskim pomysłem, ponieważ teraz mój brzuch domagał się trzy razy większej porcji.
Zapakowałam zmywarkę i opadłam na kanapę w salonie. Byłam zmęczona i strasznie najedzona, więc sen przyszedł niemal od razu.

Obudziły mnie dopiero dźwięki krzątającego się po kuchni ojca. Uchyliłam lekko powieki i obserwowałam jak nakłada sobie na talerz, po czym zaczyna zajadać się moim daniem. Kurczak gyros był zarówno moją jak i jego miłością.
- Wiem, że nie śpisz. - Powiedział nagle.
Odchrząknęłam zaszokowana i przeciągnęłam się szeroko ziewając.
- I co z tego?
- Nic. - Mruknął pod nosem. - Zbieraj się, bo nie zdążysz na imprezę. - Dodał po chwili.
- Jaką imprezę. - Popatrzyłam na niego.
- Fabian Ci nie mówił? - Odwrócił się w moim kierunku.
- A, tą. - Rzuciłam bez entuzjazmu. - Nie idę.
- Co? Ale dlaczego.
- Dobrze wiesz, dlaczego. - Wstałam i szybkim krokiem skierowałam się w kierunku schodów. - A i następnym razem z łaski swojej nie wpuszczaj do domu kogoś, kogo nie mam ochoty widzieć.
Zostawiłam go samego z bólem wymalowanym na twarzy. Musi się przyzwyczaić, że jego dziewczynka już nie jest i nie będzie taka jak była.

Kilka minut później usłyszałam zamykające się drzwi, więc zeszłam. Zamierzałam wieczór spędzić samotnie przed telewizorem. Włączyłam urządzenie, kiedy usłyszałam pukanie. Przewróciłam oczyma i podeszłam do drzwi.
- Czego zapomniałeś? - Zapytałam, będąc pewna, że to ojciec.
- Raczej o czym zapomniałaś Ty. - Rzucił mężczyzna. - Witaj ślicznotko.
Chciałam zamknąć drzwi, jednak Włoch był szybszy. Odepchnął mnie od nich i wszedł do mieszkania. Na mojej twarzy malowało się wielkie przerażenie, które tylko prowokowało go do działania.
- Powiedziałem Ci już przecież, że ode mnie się nie uwolnisz. - Mruknął przyciskając mnie do ściany. - Wiesz jaki masz wybór, nie muszę Ci przypominać.
Wpatrywałam się w niego wielkimi oczyma. Strach odebrał mi mowę i nie pozwolił mi się poruszyć nawet o milimetr. Byłam zdana na jego łaskę.
- Mówię coś niejasnego? - Zapytał chwytając mocno moją brodę. Jego palce dotkliwie wbiły się w moje policzki, a do oczu napłynęły mi łzy.
- Nie. - Wychrypiałam po chwili i zamknęłam oczy.
- Świetnie. - Pocałował mnie mocno i odsunął się. - Pamiętaj, kasa albo wracasz.
- Nie mam jak oddać. - Zaniosłam się szlochem i osunęłam się na ziemię.
- W takim razie witamy z powrotem. - Zaśmiał się i podszedł do drzwi. - I nie próbuj znowu uciekać, inaczej wszyscy poznają prawdziwą twarz Izabelli Kowal. - Zatrzymał się jeszcze i obrzucił mnie wzrokiem pełnym pogardy. - Masz tydzień. - Usłyszałam jak Ivo opuszcza dom i przestałam się hamować.
Sama nie wiem ile czasu siedziałam płacząc na zimnych kafelkach. Płakałam nad tym co się stało, nad tym jak zniszczyłam sobie życie. Wiedziałam, że nie uwolnię się od tego już nigdy, i że ten cień będzie się za mną ciągnął do końca życia. Przerażało mnie to.
W końcu zebrałam w sobie siły i dowlokłam się do pokoju. Wyglądałam paskudnie. Podkrążone oczy, rozmyty makijaż. Wiedziałam jedno, potrzebowałam czymś to zagłuszyć.
Do głowy wpadł mi tylko jeden pomysł.
Zdeterminowała zmyłam czarne smugi z policzków i naniosłam na twarz ogromną ilość kosmetyków. Zrobiłam cholernie mocny, wyzywający makijaż. Przykryłam wszystko i o chwili słabości świadczyły tylko lekko zaczerwienione oczy. Spięłam włosy i ubrałam odpowiednią sukienkę.


Na nos nałożyłam okulary i przejrzałam się w lustrze. Osiągnęłam to co chciałam. 
Schodząc po schodach wyciągnęłam z torebki telefon i wybrałam numer, o którym sądziłam że już nawet nie pamiętam. Dodzwoniłam się po trzecim sygnale. 
- Iza? - Usłyszałam zdziwiony głos.
- Dryja, przejedź po mnie.

...

No tak jakoś mnie naszło i oddaję Wam 7
Tak, jest to równoznaczne z powrotem :D
Także świętujcie <3
Nie wiem, czy rozdział taki jak chcę, żeby był no ale...
Oceńcie samo ;)

CZYTASZ+KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ

Buziaki

~DarkFace

sobota, 16 maja 2015

Zawiadomienie.

Chciałabym Was tylko poinformować, że na czas bliżej nieokreślony muszę się z Wami pożegnać. Innymi słowy zawieszam tego bloga. Na pewno wrócę, na pewno jeszcze przed wakacjami, ale dokładnie nie wiem kiedy.
Także przepraszam i do zobaczenia kochani <3
Ps. Nie zabijcie mnie ;*

~ DarkFace

niedziela, 3 maja 2015

Rozdział 6.

- Puść mnie! - Wyrwałam mu się dopiero za drzwiami.
- Możesz mi wyjaśnić, co odwalasz?! - Chwycił mnie za ramiona i potrząsnął mną lekko.
- Nie Twoja sprawa. - Odepchnęłam go i chwiejnym krokiem skierowałam się w stronę drogi.
- Odpowiedź na moje pytanie. - Od razu znalazł się obok.
- Nie mam zamiaru z Tobą rozmawiać. - Burknęłam i próbowałam odszukać wzrokiem jakąś taksówkę.
- Iza, co się z Tobą dzieje? - Zapytał o dziwo łagodnie.
Nie odpowiedziałam. Nie wiem, czy to wypity alkohol sprawił, że byłam taka arogancka, czy aż tak się zmieniłam. Wiedziałam jednak, że gdyby nie on, mogłoby się skończyć źle i później bym wszystkiego żałowała. W tak krótkim czasie miałabym iść do łóżka z dwoma innymi facetami. Kiedyś nie byłoby to nic dziwnego, ale przecież chciałam wymazać te wydarzenia z głowy, prawda? Jednak moja duma nie pozwalała, żebym przyznała się do tego od tak. Wolałam się do niego nie odzywać.
Złapałam pierwszą lepszą taksówkę i nie zaszczycając siatkarza nawet jednym spojrzeniem pojechałam do hotelu.

W pokoju od razu poszłam pod prysznic i położyłam się do łóżka. Miałam dość. Jak zwykle każdy chciał decydować o moim życiu.
Żałowałam tego, że spotkałam Olkę w galerii.
Żałowałam, że kiedykolwiek wyjechałam do Krakowa.
Żałowałam większości decyzji w moim życiu, ale sama sobie teraz szkodziłam.
Zamiast próbować sobie pomóc, to robiłam dokładnie to co wcześniej. Jednak to nie była najlepsza pora na przemyślenia tego typu. Byłam pijana, a było już troszkę późno. Jutro o 10 miałyśmy z Olką samolot, a na odprawie musiałyśmy stawić się już o 8. Zamierzałam jak najszybciej wrócić do domu i spróbować się od tego odciąć, przynajmniej na jakiś czas. Wyłączyłam dźwięk w telefonie i zamknęłam oczy.

Rano obudziłam się kilka minut po 5.30. Od razu poszłam się odświeżyć. Wybrałam odpowiednie ubrania i założyłam je na siebie.


Zrobiłam jeszcze makijaż i uczesałam włosy. Byłam gotowa kilka minut po 6. Wszystkie pozostałe rzeczy wrzuciłam do torby i przejrzałam pokój. Sprawdziłam, czy na pewno nic nie zapomniałam i z torbą w ręce poszłam po Olę. 
- Już gotowa? - Zapytała widząc mnie w drzwiach. Kiwnęłam głową. - Okej, to daj mi minutkę.
- Zaczekam w restauracji. - Odparłam i ruszyłam na dół.
Usiadłam przy naszym stoliku i zamówiłam to co zawsze. Dla mnie tosty z serem i sok pomarańczowy, a dla Oli jajecznica i herbata. Przyjaciółka dołączyła do mnie po kilku minutach. Widziała jaki mam humor i nie zadawała zbędnych pytań. Posiłek upłynął nam w całkowitej ciszy. 
- Mogę zapytać, o co chodzi? - Zapytała, kiedy czekałyśmy na taksówkę, która zawiezie nas na lotnisko. 
- Nie. - Ucięłam krótko. Blondynka popatrzyła na mnie dziwnie i zamilkła.
Taksówka pojawiła się po kilku minutach. Załadowałyśmy się do niej szybko i ruszyłyśmy.

Lor minął nam bezproblemowo. Praktycznie się do siebie nie odzywałyśmy. Ola rozumiała, że nie mam ochoty na rozmowę i byłam z tego zadowolona. Na lotnisku pożegnałyśmy się krótkim "do zobaczenia" i każda poszła w swoją stronę. 
W domu byłam o 15. Zamknęłam dokładnie drzwi i udałam się do siebie. Wiedziałam, że mój powrót równał się ponownemu spotkaniu Włocha, ale na razie się tym nie przejmowałam. 
Przebrałam się od razu w coś luźniejszego. 



Postanowiłam rozpakować rzeczy, żeby nie siedzieć bezużytecznie. 
Czynność upłynęła mi jednak zbyt szybko i po chwili nie miałam już co robić. Zeszłam więc do kuchni i zrobiłam sobie kanapki. Z talerzykiem w ręce zasiadłam przed telewizorem i zdecydowałam się na jakiś film. W połowie przerwał mi jednak telefon.
- Halo? - Odebrałam nawet nie patrząc kto to.
- Hej kochanie. - Usłyszałam głos ojca. - Możesz przygotować coś na wieczór?
- A konkretniej? - Wiedziałam, że nie oznacza to dla mnie nic dobrego.
- Bo wiesz, zaprosiłem chłopaków na 19, chcieliśmy porozmawiać o dalszej grze.
- Tato... - Jęknęłam. Jeszcze tego mi było trzeba.
- Izunia, proszę Cię o jedną rzecz.
- Dobra. - Mruknęłam wkurzona. - Zamówię Wam pizze. 
- Tylko, żeby dla nikogo nie zabrakło. Cały sztab będzie.
- No to zamówię z 10 dużych, starczy? 
- Raczej 15. - Odpowiedział po chwili.
- 15?! - Krzyknęłam. - Ile oni jedzą?! 
- Kochanie, to sportowcy. - Odparł spokojnie. - Będę koło 18.
- Jasne, cześć. - Wyłączyłam się od razu.
Świetnie brakowało mi jeszcze bandy wielkoludów w domu. Nie chciałam się z nimi widzieć, a szczególnie z jednym z nich. Niestety, nie miałam nic do gadania. 
Rozłożyłam w salonie duży stół, przyniosłam ze spiżarni jakieś soki, colę, wodę i ułożyłam je na środku. Było po 16, a wiedziałam, że przygotowanie tylu pizz trochę potrwa. Złożyłam więc zamówienie i poszłam do siebie. Zaszyłam się w swoim pokoju z dobrą książką i nie zamierzałam go opuszczać do jutrzejszego poranka. 

Siatkarze zaczęli się pojawiać już przed 19. Nie zeszłam jednak na dół, a ojciec nie zamierzał mnie do tego przekonywać. Miałam świadomość, że spotkanie trochę potrwa, jednak nie robiło mi to różnicy. Kompanem mojego dzisiejszego wieczora okazała się "Gra o tron". W zupełności mi to wystarczyło. Zatraciłam się w czytanej lekturze i nie czułam nawet upływającego czasu. Przerwało mi nagłe pukanie do drzwi. Zmarszczyłam czoło i pokręciłam głową.
- Proszę. - Burknęłam i nie podniosłam nawet wzroku. To mogła być tylko jedna osoba.
- Hej. - Rzucił nieśmiało Fabian. - Przyniosłem Ci jedzenie.
- Nie trzeba było. - Zaszczyciłam go krótkim spojrzeniem.
- Trzeba. - Postawił kawałek pizzy, oraz sok na małym stoliku i usiadł obok mnie. - Co czytasz?
- Grę o tron. - Odpowiedziałam. - Jak to już wszystko, to możesz iść.
- Iza nie bądź taka. - Wyciągnął książkę z moich rąk i zamknął ją.
- Ej! - Zaprotestowałam natychmiast. - Oddawaj!
- Jak mnie wysłuchasz. - Uśmiechnął się zadowolony i oparł się o moją poduszkę.
- Drzyzga, przeginasz. - Wycedziłam przez zęby. - Masz minutę.
- Świetnie, skoro doszliśmy do porozumienia, to chciałbym Cię przeprosić. 
- Za co? - Założyłam ręce na piesi i patrzyłam na ścianę przed sobą. 
- Po pierwsze za to, co się stało między nami. Nie wiem czy tego chciałaś, a trochę jakby Cię zmusiłem. Nie wiem, ale nie podobało mi się to do końca. - Odezwał się w końcu cicho. - Po drugie za to, że się wczoraj wtrąciłem. 
- Wow, kogoś coś ruszyło. - Zironizowałam. 
- Weź nie bądź wredna. - Szturchnął mnie lekko.
- Zaraz ja Cię szturchnę, ale tak że spadniesz z łóżka. - Odezwałam się podirytowana. 
- Uważaj bo Ci się uda. - Zaśmiał się i zaczął mnie łaskotać. 
Nie mogłam nad sobą zapanować i zaczęłam chichotać jak jakaś wariatka. Przetaczaliśmy się po łóżku i nawzajem próbowaliśmy zdobyć nad sobą przewagę. Niestety poradzenie sobie ze mną nie zajęło Fabianowi długo. Po chwili leżałam już przygniatana przez niego do łóżka z rękami nad głową. Siatkarz uśmiechał się zadowolony.
- No i czego się szczerzysz? - Zapytałam łapiąc oddech. - Złaź ze mnie.
- Z niczego. - Wyszczerzył się jeszcze bardziej. - Po prostu to bardzo piękny widok, widzieć Cię pod sobą. 
- Drzyzga, zadzwoń może do lekarza bo coś Ci zaszkodziło. 
- Nic mi nie jest. - Nachylił się nade mną bardziej. - Gwarantuję to. 
Nie dał mi szansy, żebym odpowiedziała. Zanim się zorientowałam, rozgrywający wpił się już w moje usta. W momencie, w którym nasze wargi się połączyły, moja samokontrola poszła w cholerę. Zresztą nie chciałam tego przerywać, ale przed sobą się do tego nie przyznam. 
Chłopak napierał na moje usta najpierw delikatnie, później coraz zachłanniej. Nie opierałam się i już po chwili jego język siał spustoszenie w moich ustach. Przeniósł dłonie niżej, a ja objęłam go za szyję. Poczułam jak wsuwa ręce pod moją bluzę i delikatnie ją podciąga. Zaczął pieścić mój brzuch i talię, a ja mruknęłam zadowolona. Poczułam ogromne podniecenie i nabrałam chęci na więcej.
Najwyraźniej Drzyzga miał inne plany niż ja, bo oderwał się ode mnie nagle i jak gdyby nigdy nic wstał i poprawił swoje ubrania. Na jego ustach zagościł triumfalny uśmiech, a ja nie mogłam zrozumieć co stało się przed chwilą. Podparłam się na łokciach i obserwowałam go szeroko otwartymi oczyma. 
- Do zobaczenia mała. - Siatkarz puścił mi oczko i zniknął za drzwiami. 
- Idiota. - Mruknęłam sama do siebie i wróciłam do czytania.


... 

Bum no i mamy 6 :)
Przepraszam, że taki trochę krótki :/
Oddaję go Waszej ocenie :)
Za błędy przepraszam :D
Do zobaczenia za tydzień <3

CZYTAM + KOMENTUJĘ = MOTYWUJĘ

Pozdrawiam ;*

~ DarkFace

sobota, 2 maja 2015

Info.

Tak, jestem nienormalna i zaczynam trzeciego bloga :D
Zapraszam Was serdecznie :)
Główny bohater - Andrzej Wrona.

http://just-love-nothing-else-matters.blogspot.com/

Co do tego bloga, rozdziały będą się pojawiały tak jak już mówiłam co niedzielę. Muszę to zrobić, jeżeli ze wszystkich chcę się wyrobić. Może od czerwca coś się zmieni, zobaczymy ;*
Tymczasem życzę wszystkim dobrej nocki :3
Widzimy się tutaj jutro ;)
Całuski <3

~ DarkFace

niedziela, 26 kwietnia 2015

Informacja

Ustaliłam, że rozdziały będą się pojawiały raz w tygodniu, w niedzielę :)
Skupić się na razie chcę bardziej na moim pierwszym blogu, tam pisała będę kiedy tylko znajdę ochotę i chwilę czasu :)
Spowodowane jest to tym, że dwa blogi na raz prowadzi się ciężko, a na "http://pasja-to-nie-wszystko.blogspot.com/" mam już gotowy pomysł i skonstruowałam cały plan akcji, aż do samego końca :)
Mam nadzieję, że nie będziecie mieli mi tego za złe :)
Pozdrawiam wszystkich ;*



~DarkFace

sobota, 25 kwietnia 2015

Rozdział 5.

Po krótkim spotkaniu z siatkarzami nie miałam już na nic ochoty. Powiedziałam Oli, że źle się czuję i poprosiłam o powrót. Dziewczyna bez problemu spełniła moją prośbę. Szybko złapałyśmy taksówkę i udałyśmy się do hotelu.
- Coś chcesz porobić? - Zapytała, kiedy rozstawałyśmy się przed pokojami.
- Jedyne na co mam ochotę to sen. - Odparłam i ziewnęłam dla efektu.
- Okej. - Zaśmiała się. - W takim razie do jutra.
- Dobranoc.
Od razu zniknęłam za drzwiami. Zamknęłam je na klucz i rozglądnęłam się po pokoju. Prawdę mówiąc, nie byłam zmęczona. Nie chciałam tylko spędzać reszty wieczoru w towarzystwie Oli. Wiedziałam, że nie obyłoby się bez zbędnych pytań, na które nie miałam ochoty odpowiadać.
Nie mając innego pomysłu, udałam się do łazienki. Odkręciłam ciepłą wodę i zatkałam korkiem odpływ. Do wanny nalałam także odrobinę czekoladowego płynu i spieniłam lekko ciesz. Po pomieszczeniu od razu rozniósł się cudowny zapach.
Zadowolona wyszłam i podreptałam w kierunku łóżka. Rozebrałam się i wrzuciłam brudne ubrania do szafy. Wyciągnęłam też rzeczy do spania, oraz wybrałam zestaw na dzień jutrzejszy. Liczyłam, że mecz skończy się szybko i będę mogła bez przeszkód wrócić do domu.
Po kilku minutach wróciłam do przestronnej łazienki. Woda sięgała już mniej więcej do połowy wanny, więc bez obaw mogłam wejść i zrelaksować się. Natychmiast też to uczyniłam. Temperatura była odpowiednia, toteż wyciągnęłam się wygodnie. Towarzyszyło temu westchnienie wyrażające zadowolenie.
Zamknęłam oczy i delektowałam się wspaniałą chwilą. Niestety błogi spokój nie trwał wiecznie i moją głowę zaatakowały niepożądane myśli. Sama nie wiedziałam co mam robić. Z jednej strony wszystko układało się tak dobrze. Pojechałam na mecz, spotkałam siatkarzy. Było tak, jak tego potrzebowałam. Miałam obok wspaniałą przyjaciółkę, ojca. Z drugiej strony martwiły mnie dwie rzeczy. Jedna, oczywista, jednak tą sprawą miałam plan zająć się dopiero po powrocie do Rzeszowa. Drugą był oczywiście Fabian. Nie powinnam pozwalać na to, co stało się poprzedniego wieczora. Powinnam być twarda, asertywna. Zbyt łatwo poddałam się zwykłemu pożądaniu i byłam pewna, że jeszcze za to zapłacę. W mojej głowie błądziło tysiąc myśli jednocześnie i trudno mi było zdecydować, które są poprawne. Jednej rzeczy byłam pewna. Powinnam zmienić bieg następnych wydarzeń, przeszkodzić im. Wszystko musi potoczyć się inaczej i zamierzałam zrobić co w mojej mocy, aby wyszło na moje. Dałam im do siebie podejść, za szybko zburzyli mur, który tak długo budowałam. Ale koniec z tym. Podniosłam się i wiem co muszę zrobić. Po raz kolejny schowam się za maską obojętności. Nie ważne, co będzie się działo pod nią. Jak bardzo będę cierpieć. Wiem co przyciągnie pojawienie się w moim życiu Włocha i chciałam ich przed tym uchronić. Nie pozwolę, żeby także ich spotkało coś złego. Nawet, jeżeli oznacza to to co najgorsze dla mnie. Nie pierwszy raz oleję to, co sama czuję. Jestem w tym dobra, lubię przecież ból. Dzięki niemu wiem co się stanie. Mam nad sobą większą kontrolę, a tylko o to chodzi.
Kiedy doszłam do odpowiednich wniosków, sięgnęłam po gąbkę. Nalałam na nią porcję ulubionego płynu i wyszorowałam ciało. Po kilku minutach wyszłam i dokładnie się wytarłam. Dopiero wtedy poczułam, jak jestem zmęczona. Zmyłam uważnie makijaż i wyszczotkowałam zęby. Ubrałam także pidżamkę i dowlokłam się do łóżka. Padłam na nie bez sił i przykryłam się szczelnie. Wyciszyłam jeszcze telefon i nastawiłam na 10 budzik. Sen otulił mnie prawie równo z chwilą, z którą dotknęłam poduszki.

Otworzyłam powieki minutę przed planowanym alarmem. Wyłączyłam go i przetarłam oczy. Odwróciłam się na plecy i westchnęłam. Niestety wszystkie wydarzenia z ostatnich dni to nie zły sen. Siedzę w tym wszystkim czy chcę, czy też nie. Pokręciłam głową i zastanowiłam się nad tym, co dalej robić. Od razu przypomniało mi się to, do czego doszłam wczoraj. Przygryzłam wargę i przełknęłam ślinę. Mam być silna, to będę. Nie ma co, muszę zrobić to co dobre dla wszystkich.
Lekko się ociągałam, lecz niestety w końcu musiałam wstać. Zero litości dla samej siebie, to punkt pierwszy. Pierwsze kroki skierowałam do szafy i wyciągnęłam odpowiednie ubrania. Razem z nimi podążyłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic i po 10 minutach mogłam się już ubrać.


Podobnie jak wczoraj, jednak minimalnie inaczej. Dokładnie o to mi chodziło. Zrobiłam też mocniejszy makijaż, włosy upięłam tak, by było mi wygodnie. 


Z pokoju wyszłam kilka minut po 11 i od razu zapukałam do Oli. Miałam świadomość, że muszę na dziewczynę uważać. Jeżeli tylko by się dowiedziała, że planuję coś zrobić, by się znowu odciąć byłaby gotowa przypiąć mnie do siebie kajdankami. (Nie, nie żartuję. Laska bywa narwana.) Drzwi otworzyły się niemal natychmiast, więc nie miałam czasu dalej roztrząsać w jak żałosnej sytuacji się znajduje. 
- Właśnie miałam po Ciebie pójść. - Odezwała się wesoło i przytuliła mnie na powitanie. Niechętnie odwzajemniłam gest. 
- Jak widać, nie zdążyłaś. - Spróbowałam się uśmiechnąć, jednak nie wyszło to za dobrze. 
- Idziemy na śniadanie? Jestem potwornie głodna! - Gadała jak nakręcona. Odetchnęłam, niczego nie zauważyła. 
- Jasne, ja też. - Zmusiłam się do użycia swobodniejszego tonu.
Po drodze nie słuchałam nawet o czym blondynka do mnie mówi. Byłam strasznie zamyślona. Dopiero w restauracji zrozumiałam, że coś próbuje mi przekazać.
- Co? - Zapytałam nagle.
- Nie słuchałaś, prawda? - Popatrzyła na mnie. - Całą drogę gadam i gadam, a Ty mnie nie słuchasz!
- Przepraszam, zamyśliłam się. - Mimo wszystko było mi głupio, że tak ją olałam. - Powtórzysz, proszę?
- Mówię, że dziś wieczorem idziemy na imprezę.
- Yhm. - Mruknęłam koncentrując się na menu. Dopiero po chwili dotarło do mnie to co powiedziała. - Zaraz, czekaj. Co? Jaką imprezę?
- No imprezę na zakończenie Final Four. Nie ważne jaki będzie wynik, każdy jest zaproszony.
- Nie sądzisz, że chłopcy będą zbyt zmęczeni, żeby imprezować? - Zapytałam sceptycznie.
- Nie sądzisz, że na imprezę zawsze znajdą czas? - Mruknęłam pod nosem.
- No tak. - Zaśmiałam się na wspomnienie wielkich imprez, jakie wyprawiali po wygranych w ważniejszych rzeczach. - Ale nie będą mieć ochoty, jeżeli przegrają. - Dodałam po chwili.
- Wypluj te słowa! - Przeraziła się, a ja wybuchnęłam śmiechem widząc jej minę. - Jesteś okropna. 
- Wiem. - Mrugnęłam do niej.

Kilka minut przed 13 weszłyśmy na halę. Zajęłyśmy odpowiednie miejsca i skoncentrowałyśmy się na ceremonii otwarcia. Nie można powiedzieć, organizatorzy się postarali. Wszystko było dopięte na ostatni guzik. 
Gra rozpoczęła się kilka minut później. Niestety SKRA nie pokazała się od najlepszej strony i marzenie o brązowym medalu zniknęło prawie tak szybko jak się pojawiło. Było mi trochę żal siatkarzy, ale taki sport. 
Spotkanie z gospodarzami trochę się przedłużyło, więc mecz Resovi rozpoczął się z poślizgiem. Mimo tego, że tego nie chciałam na mojej twarzy pojawił się uśmiech. W którym momencie? Oczywiście kiedy na hali pokazał się niejaki gracz z numerem 11.
- Mam nadzieję, że nie przewidziałaś przyszłości. - Mruknęła Ola zanim w ruch poszła pierwsza piłka.
- Hm? - Odwróciłam się w jej stronę. 
- Mówię o tym, o czym wspominałaś rano. - Zerknęła na mnie na moment.
- Aaa. No tak. - Faktycznie, powiedziałam że siatkarze nie będą mieli ochoty na imprezę po przegranych meczach. Obym się myliła.
Skupiłam się na meczu i dopingowałam klub ile sił w płucach. Chociaż tak chciałam oddać moje zaangażowanie. Zresztą ciągłe podskakiwanie, krzyczenie i skakanie było najlepszym sposobem na pozbycie się złych emocji. 

- Jesteś kurna czarownicą. - Odezwała się załamana Ola, kiedy Zanit zdobył ostatni punkt. 
- Szkoda. - Odparłam lekko zasmucona. 
- Wielka. - Widziałam, że dziewczyna czuje się fatalnie. - Idę do Piotrka. 
- Jasne. - Kiedy mnie mijała złapałam ją szybko za rękę. - Ola?
- Tak?
- O której jest ta impreza? 
- O 20. - Popatrzyła na mnie uważnie. - A co?
- Muszę iść się przebrać. - Uśmiechnęłam się lekko. - A gdzie?
- W klubie, zaraz obok ich hotelu. - Posłała mi dziwne spojrzenie. - Ale na pewno przyjdziesz?
- Jak tego nie zrobię, to go po mnie wyślesz. - Bardziej stwierdziłam niż zapytałam.
- Dokładnie. - Zaśmiała się.
- Więc będę. 
Kiwnęła głową i zbiegła schodkami na dół. Nie chciałam nikogo po drodze spotkać, więc od razu zebrałam rzeczy i wyszłam. Szczerze to nawet nie wyszłam. Wybiegłam. 
Na zewnątrz głęboko odetchnęłam. Było kilka minut przed 18, więc czasu miałam wystarczająco. Spacerkiem ruszyłam w odpowiednim kierunku. Na szczęście nie padało i mogłam nacieszyć oczy widokiem pięknego miasta. Naprawdę mnie zachwyciło i czułam, że jeszcze do niego wrócę. 
Po 15 minutach znajdowałam się już w pokoju. Włączyłam telewizor, przełączyłam na kanał muzyczny i rzuciłam się na łóżko. Całkowicie zapomniałam o świecie i skupiłam się tylko na tekście śpiewanych piosenek. 
Dopiero po 19 zorientowałam się, że chyba czas się zbierać. Zamówiłam na 20 taksówkę i wyciągnęłam świeżą bieliznę. Wzięłam ekspresowy prysznic i stanęłam przed walizką. Tej kreacji nie wypakowałam. Nie sądziłam nawet, że będzie mi potrzebna, ale cóż. Podjęłam już decyzję i musiałam się jej trzymać. Do odważnych świat należy. 


Poprawiłam też makijaż, a w sumie zmieniłam go na wieczorową wersję. Całkowicie ukryłam pod nim twarz. Gruba kreska, odpowiednie cienie, mocno wytuszowane rzęsy i czerwona szminka. Do tego czarny lakier i byłam gotowa. Cierpliwie posiedziałam chwilę i zaczekałam, aż paznokcie wyschną do końca. Nie chciałam popsuć misternej pracy. Równo o 19 55 zarzuciłam na ramię torebkę i przejrzałam się w lustrze. Krótka sukienka i gigantyczne szpilki bardzo wydłużały moje zgrabne nogi. Uśmiechnęłam się do siebie. Nie miałam zamiaru się dziś hamować. Tylko zabawa miała się liczyć. 
Z takim założeniem wsiadłam do taksówki i podałam kierowcy odpowiedni adres. 

Na miejsce dotarłam jako jedna z ostatnich. Odrobinę mnie to zdziwiło, chyba chłopakom naprawdę śpieszyło się na zabawę. Zatrzymałam się zaraz po wejściu i ogarnęłam wzrokiem całą salę. Chwilę mi zajęło odnalezienie Oli, jednak w końcu się udało. Ruszyłam w jej kierunku. Na mój widok dziewczyna zachłysnęła się sokiem. Piotrek musiał uderzyć ją kilka razy w plecy, aby dziewczyna odzyskała oddech.
- Iz, pogięło Cię?! - Krzyknęła w końcu.
- No przecież się nie spóźniłam. - Mruknęłam zerkając na wielki zegar. - Dobra, kilka minut.
- Dobrze wiesz, że nie o tym mówię. - Posłała mi mordercze spojrzenie. - Co Ty masz na sobie?!
- Sukienkę. - Okręciłam się dookoła, by zaprezentować się w pełnej krasie. - Nie podoba Ci się?
- Nie uważasz, że nie jest odpowiednia? 
- Nie? - Oparłam się o ścianę i popatrzyłam jej prosto w oczy.
- Ola, daj spokój... - Próbował ją przekonać Piotrek.
- No co, może Tobie się to podoba?! - Odwróciła się do chłopaka.
- Nie w tym rzecz. To jej sprawa. - Zaśmiałam się na te słowa.
- Jasne. - Wstała gwałtownie. - Idę do toalety. 
Wzruszyłam ramionami i usiadłam naprzeciwko siatkarza. Środkowy posłał mi przepraszające spojrzenie, a ja machnęłam ręką.
- Nie przejmuj się, przyzwyczai się. - Rzuciłam.
- Nie wiem, nie jestem tego taki pewny. - Mruknął pod nosem.
- Dlaczego? - Oparłam się o krzesło i założyłam nogę na nogę. 
- Bardzo przeżyła to co zrobiłaś. - Zacisnęłam usta. - Trudno jej teraz przestawić się, że już nie jesteś taka sama. Ale ja to rozumiem, także spokojnie. Możesz na mnie liczyć.
- Ale co rozumiesz? - Zapytałam przerażona. Bałam się, że chłopak zna prawdę.
- To, że takie wydarzenia zmieniają człowieka. - Widząc zakłopotanie na mojej twarzy dodał szybko. - Chodzi mi o wypadek. 
- No tak. - Odetchnęłam w duchu. - Idę po coś do picia.
Pit skinął głową, a ja udałam się do baru. Po drodze napotkałam spojrzenie mojego ojca. Nie było zbyt przychylne, ale trudno. Nigdy nie obchodziło mnie jego zdanie. Usiadłam przy ladzie i zaczekałam na moją kolej. Zamówiłam sobie drinka i upiłam łyk. Napój smakował bardzo dobrze, więc wybór był trafiony. Nie zwracałam uwagi na otoczenie, więc nie wiedziałam kto siedzi obok. 
- Zmieniłaś się. - Powiedziała osoba, która właśnie się przysiadła. 
- Dlaczego każdy to powtarza? - Zapytałam, choć znałam odpowiedź. 
- Ponieważ to prawda. - Przybysz uśmiechnął się i zmierzył mnie wzrokiem. - Ale chyba nikt nie narzeka. 
- Zależy na co się liczy Dawidku. - Puściłam mu oczko i dopiłam drinka, by zaraz zamówić następnego. 
- Pamiętasz mnie. - Zaśmiał się cicho.
- Jak widać. 
Dryję poznałam kilka lat temu, kiedy grał pierwszy sezon w Rzeszowie. Niestety trwało to tylko rok, ale wystarczyło abyśmy złapali wspólny kontakt. Później chłopak zniknął, ale nie miałam za czym tęsknić. Nie miał zbyt dobrej opinii. Dla mnie zawsze był miły, jednak wiedziałam że było to zmotywowane tylko tym, że byłam córką trenera. Tak zwaną "nietykalną". Teraz trochę się zmieniło i wiedział, że może dostać to, na co liczy. Dobra zabawa zawsze w cenie, prawda?
- Słyszałem o Tobie kilka opowieści. - Odezwał się, gdy także złożył zamówienie. 
- Wszystkie złe? - Założyłam nogę na nogę i odwróciłam się lekko w jego stronę.
- Większość. - Przyznał, a ja parsknęłam śmiechem.
- Więc są prawdziwe. 
- A tak naprawdę, mówili tylko, że się odcięłaś. - Przysunął swoje krzesło bliżej. 
- Uważaj bo uwierzę, że o mnie pytałeś. - Szturchnęłam go w ramę. 
- No wiesz, zawsze dobrze odnowić stare znajomości. - Wypił na raz kieliszek.
- Yhm, po prostu nikt Cię nie lubi. - Chłopak uniósł brew i pokręcił głową. 
- Gdzie się podziała ta poukładana dziewczyna, którą znałem? - Zaśmiał się.
- Lubisz przecież te niegrzeczne. - Nachyliłam się i mruknęłam mu wprost do ucha. 
- Udowodnij. - Zmrużył oczy, a ja dopiłam szybko szklankę numer 3. 
Dawid wstał i podał mi dłoń. Zrozumieliśmy się bez słów i chwilę później tańczyliśmy już na parkiecie. Pokazałam na co mnie stać. Tańczyłam odważnie i pozwalałam mu na dużo. Siatkarz jeździł dłońmi po całym moim ciele, a ja w ogóle nie protestowałam. Wręcz przeciwnie. Zachęcałam go tylko tym, że ciągle się o niego ocierałam. Bawiliśmy się wspólnie świetnie. Wokół nas kręciły się nieznajome pary. Tylko kilku siatkarzy ruszyło na parkiet. Większość z nich była zajęta, a jak na porządnych przystało woleli siedzieć i kulturalnie pić, niż szaleć tak jak my. 
Bawiłam się świetnie i w ogóle nie czułam jak szybko mija czas. Ani się obejrzałam, a było po 24. Kilka razy robiliśmy przerwy, aby zwilżyć usta. Nie dziwne więc, że czułam w głowie lekki szum. 
W czasie tańca moją uwagę przyciągnęła samotna postać stojąca przy ścianie. Przez cały czas przeszywała mnie wzrokiem. Kiedy nasze spojrzenia się spotkały posłałam mu słodki uśmiech. Widziałam, jak zacisnął zęby w momencie, kiedy środkowy położył dłonie na moim brzuchu. Nie zwracałam na to jednak uwagi. Odwróciłam się przodem do siatkarza i zarzuciłam ma ręce na szyję. Uśmiechnął się zadowolony i przejechał nosem po moim policzku. Wyobraziłam sobie tylko, jak musiał zareagować na to Fabian. Nie miałam jednak czasu, by zaprzątać sobie tym sobie głowy, bo Dryja schylił się, aby mnie pocałować. Chętnie odpowiedziałam na gest i zachłannie przyssałam się do jego ust. Całował świetnie, a ja zatraciłam się w tym całkowicie. 
Ani się obejrzałam, a byłam już przyciskana przez siatkarza do ściany w jakimś ciemnym korytarzu. (Oni wszyscy mają jakiś fetysz ścian czy jak?) W każdym razie doskonale wiedziałam do czego cała sytuacja dąży. Wypity alkohol sprawił, że w ogóle nie protestowałam. Chłopak zaczął właśnie podciągać moja sukienkę, kiedy ktoś gwałtownie nas rozdzielił. 
- Dawid, spierdalaj stąd. - Warknął przybysz i odepchnął go jak najdalej ode mnie.
- Stary, co Ty kurwa robisz? - Zapytał zaskoczony. 
- Radzę Ci tylko, żebyś stąd jak najszybciej zniknął. - Odparł spokojnie Drzyzga. - Chyba, że chcesz żebym zawołał tu Kowala. Na pewno się ucieszy, kiedy zobaczy jak pieprzysz w jakimś korytarzu jego córkę. 
Stałam jak wryta i oglądałam całą sytuację zza placów rozgrywającego. Dryja posłał mu mordercze spojrzenie, jednak nie odezwał się ani jednym słowem. Spojrzał tylko w moje przerażone oczy i odszedł wkurzony jak osa. Fabian odetchnął i odwrócił się w moją stronę. Zmierzył mnie wzrokiem od stóp do głów i prychnął. 
- Serio, tylko na to Cię stać? - Zapytał z pogardą w głosie.
- Nie Twój biznes. - Rzuciłam wściekle. - I co to kurwa miało być?! 
- Nawet się nie odzywaj. - Chwycił mnie za rękę i pociągnął w stronę drzwi. - Wychodzimy.


...

Się działo :D
Ocenę pozostawiam Wam :)
Za błędy przepraszam :)

Czytam + komentuję = MOTYWUJĘ

Pozdrawiam i do następnego ;*
~ DarkFace